czwartek, 24 września 2009

william butler yeats

Kocham Irlandię. Naprawdę. Miłość to wielka i aż po grób. Co za tym idzie, kocham wszystko co irlandzkie- zielone wzgórza w Irlandii, skrzatów, oczywiście z kociołkami pełnymi złota, kocham drużynę reprezentacji w piłce nożnej, a szczególnie jednego piłkarza, którego numeru z koszulki zapomniałam, więc nawet nie wiem, jak się nazywa ;) Kocham też poetów. A zasadniczo jednego poetę. Poznajcie- Williama Butler Yeats i jego wiersz, bo przecież po czynach ich poznacie:

Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy,
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.


Prawda, że piękny? A naprawdę cudne są dwa ostatnie wersy. Tylko szeptem proszę!!
Ponieważ w każdym związku muszą być jakieś rysy, muszę się przyznać, że nie podoba mi się irlandzkie „NIE” dla Traktatu Lizbońskiego. Ha! Nic nie jest doskonałe…

czwartek, 30 lipca 2009

starsza pani i chłopczyk

Zmysły czasami pozbawiają nas złudzeń. Prawda to o tyle logiczna, co zgodna ze stanem faktycznym.
Zapytanie: „Skąd wypływają takie mądrości?”. Cóż…z doświadczenia.

Jadę sobie autobusem. Korzystam z dobrodziejstw komunikacji miejskiej. Słuchawki w uszach skutecznie blokują dopływ jakichkolwiek dźwięków z zewnątrz. I, oto widzę, niepełnoletnią mamusię z synem. Ona- krótki opis postaci: zielone paznokcie u stóp, różowy top z dużym dekoltem, żółty stanik, widoczny, rzecz jasna, spod topu… Skóra zniszczona przez słońce, a może raczej przez brak kremu? Dermatolodzy ciągle się o to spierają. Szkoda, że nikt ich nie słucha…Wszyscy mają słuchawki w uszach?

Chłopczyk, na oko 3-4 lata, zadbany, nos spalony podobnie jak cała twarz matki….Mamusia puściła go wolno, usiadł na innym siedzeniu aniżeli opisywana przez nas rodzicielka.
Przystanek. Do autobusu wchodzi starsza pani, ubrana cała na biało- żakiet, sukienka, skarpetki, buty. Włosy też miała białe.
Podchodzi do siedzenia chłopca, na sąsiednim krześle stawia siatki pełne zakupów. Daje chłopcu gumy do żucia. Chłopczyk spojrzał na mamę. Ta, kiwnęła głową. Dziecko gumę przyjęło. Po chwili dostało także tic-taki ;) Nie widział, co zrobić z taką radością. Zaczął żuć gumę, wciskać do ust drażetki… Starsza pani zaczęła rozmawiać z mamusią. Ta, nie chodziła w dyskusję- kiwała, jak zwykle, głową…
Sielankowy obrazek. Obca kobieta dzieli się łakociami z dzieckiem pod czujnym (czy, aby na pewno?) okiem matki. Świetnie. I trzeba była na tym poprzestać. Ale nie….
Zdenerwował mnie fakt braku aktywnej postawy matki wobec kobiety, która nie musiała być miła wobec ślicznego chłopca. Mogła się przemóc i pogawędzić o niczym. Mogła? Mogła, z pewnością ;) Nastawiłam się przeciwko niej już przez sam jej wygląd. A potem już jakoś poszło… Z górki. Okazało się bowiem, że kobieta opowiadała o swojej nieszczęśliwej miłości i nie chodziło jej o dialog. Szczęśliwa, iż może komukolwiek opowiedzieć dawną historię, która wciąż trapi jej serce, mówiła, mówiła i mówiła. Wchodzenie w rozmowę z nią nie dałoby żadnego efektu. Młoda matka niechcący słusznie zrobiła ( niestety dla tej historii, gdyż bez jednoznacznego winnego, historia nie jest domknięta). Starsza pani potrzebowała słuchacza i dzięki słodyczom kupionym na chwilę przed wejściem do autobusu, podzieliła się swoim smutkiem, żalem, niespełnionymi nadziejami z posiadaczką zielonych paznokci u stóp, która, jak mniemam, nie wyniosła z tego wydarzenia żadnych wniosków…

To wszystko nie miałoby miejsca, gdybym nie zdjęła słuchawek. Historia z autobusu miałaby inny przebieg.
Gdy staniecie przed dylematem- zdejmować słuchawki, czy też nie- zastanówcie się.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Gosia na włościach cz.1

Mieszkanie samemu ma swoje plusy. Ma także minusy- jak to w życiu. Od trzech dni mieszkam sama, oto moje obserwacje jakie poczyniłam, gdy rodzice wyjechali na wczasy.

Wizyty w sklepach spożywczych przerażają. Kupowanie tego, co KONIECZNE od tego, na co się ma ochotę czyni spustoszenie w portfelu.

Gotowanie i zmywanie po posiłkach stało się czystą przyjemnością. Jesz, co chcesz. Zmywasz kiedy chcesz. Gotujesz dla jednej osoby (mniej czasu na przygotowanie posiłków, mniej naczyń do umycia).

Słuchasz muzyki tak głośno, jak tylko chcesz.

Możesz mówić do siebie bez obawy, że troskliwa rodzina skieruje Cię na badania psychiatryczne.


Wychodzenie z domu trwa dwa razy dłużej. Trzeba sprawdzić, czy wszystko co ma być zamknięte- jest zamknięte, czy woda z kranu nie cieknie, czy żelazko wyłączone…

Mieszkanie samemu kształtuje postawy proekologiczne. Wiecie, ile człowiek jest w stanie wytworzyć śmieci? Dużo…Gdy inny członek rodziny regularnie wyrzuca śmieci, ta ilość nie rzuca się tak w oczy…

Mieszkam sama. Prawie całe dnie mnie nie ma w domu. Nie brudzę. Nie jestem w dwóch pokojach jednocześnie. Zazwyczaj korzystam z jednego, ciągle tego samego. To powiedzcie mi, czemu jest brudno? Kurz, kurz, wszędzie kurz. Nie będę ciągle latać ze szmatką. Teraz dochodzę do wniosku, że moje wymarzone mieszkanie z trzema pokojami to chyba nie jest dobry pomysł… Nie jestem leniwa, ale świat jest tak urządzony, że skoro jest skutek, to musi być przyczyna. Jest brudno, a być nie powinno. I gdzie tu logika?;)

Kanarek też człowiek, musi jeść ;)

piątek, 29 maja 2009

humor w pracy

Z pracy.

Po szkoleniu dot. ochrony przeciwpożarowej, wolno wchodzimy po schodach, aby wrócić do swoich zajęć, gdy nagle koleżanka mówi:
- Szybciej, szybciej…
Na to odpowiadam:
- A, co? Pali się?

Śmieszne, nie?

czwartek, 28 maja 2009

wybory do PE

Nagle jasne stało się, czemu Polska nie osiągnęła pozycji międzynarodowego gracza, o pozycji którego tak bardzo marzyła. Przed wstąpieniem Polski do UE mówiło się, iż Warszawa będzie nieformalnym przedstawicielem interesów państw Europy Środkowo-Wschodniej. Potem, mieliśmy zostać adwokatem Ukrainy i pomóc jej w drodze do Unii. Te i inne plany roztrzaskały się o mur nie do przebicia, a my- czyli Polska, po kilku latach, znowu zamierzamy być zamiast po prostu być…

Przypominam to nie bez powodu. Proszę Państwa, oto zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego i kampania w toku. Ale nie byle jaka- bo nie (!)merytoryczna.
Platforma Obywatelska będąc w Europejskiej Partii Ludowej- najsilniejszej frakcji w PE, ma pewne mocne argumenty w ręku- EPL-ED to spora siła, która w PE coś znaczy.
Wydaje się, iż każdy powinien się z tego faktu cieszyć. Wszak to dobra nowina dla Narodu. EPL-ED jest frakcją rozpoznawalną, cenioną i dobrze, że w takiej grupie znajduje się gros Polaków. PiS należy do Unii na rzecz Europy Narodów, która jest bodajże 4 siłą w PE. PO w tej kampanii nawołuje zatem, by zagłosować właśnie na partię Tuska, by mieć pewność, iż głos nie zostanie zmarnowany i nie zasili konta słabych, mniejszych frakcji.

Pan Kaczyński stwierdził, że PO okaże się nielojalne w stosunku do Narodu (do nas), jeśli nie opuści szeregów EPL (stało się to po wystąpieniu niemieckich chadeków dot. uznania wypędzeń za złe). Równocześnie proponuje utworzenie razem z PiS i brytyjskimi konserwatystami nowej frakcji w PE. Kusząca propozycja?
Skąd pewność, że nie przeniosą swoich sporów do PE? Skąd pewność, iż będą razem współpracować dla dobra Europy i nie będą wykorzystywać nieporozumień (tak jedna, jak i druga strona), aby coś ugrać na polskiej scenie politycznej?
Sama propozycja mnie nie zaskoczyła. Proponować zawsze wolno i warto, bo to otwiera pole do wymiany stanowisk i rozmowy (czasami się zdarza wręcz odwrotnie, pech).
Oniemiałam na dźwięk słowa „nielojalność”. Nielojalnym to byłby D.Tusk, gdyby na propozycję przystanął i ugiął się pod naporem PiS, który z braku innych możliwości znowu budzi niemieckie demony i straszy Niemcem. Kto w tym momencie jest nielojalny?

Nieważne, co myślicie.
Idźcie na wybory 7 czerwca.
By pokazać, że w Unii Europejskiej nie znaleźliśmy się przez przypadek.
Że jesteśmy w UE nie tylko po to, by czerpać pieniądze z funduszy unijnych, ale także po to, aby ją tworzyć.
By po 5 latach członkostwa udowodnić sobie i innym, że jesteśmy w UE, bo chcemy i, że jesteśmy świadomi Europy.
Idź na wybory, by przestać zmierzać do czegoś, ale w końcu to osiągnąć.
Polak potrafi. Oby 7 czerwca o tym nie zapomniał.

piątek, 17 kwietnia 2009

kawaaaaaaaa

Spełniłam swoje marzenie. Wczoraj był piękny dzień. Zajrzałam do Coffee Heaven i przepadłam. Kupiłam pyszną kawę. Nie jakąś zwykłą kawę. Tak dobrej kawy to ja jeszcze w swym krótkim życiu nie piłam, a do tego, co jest najważniejsze- była ona na wynos. Tak, tak- kawa na wynos była moim marzeniem.
Kupiłam kawę, po czym poszłam na tramwaj na katowickie rondo. Zawsze mnie ta fontanna denerwowała. No bo jak to- próbują człowiekowi wmówić, że tak oto na samym środku skrzyżowania, w centrum wojewódzkiego miasta może być przyjemnie… Tu trawka, tu bryza opadająca na twarz co otrzeźwia zmysły. Bujda! Tu jest przystanek tramwajowy i tu człowiek albo się spieszy gdzieś, albo się już spóźnia, albo marznie, albo go nogi bolą. Innych możliwości nie ma. Koniec. Kropka.
Ale wczoraj…
To rondo okazało się być oazą spokoju!! No nie wierzę w to co piszę! Słoneczko świeciło, delikatnie raziło ( o tych, co noszą okulary przeciwsłoneczne będzie potem)…Szum wody słyszałam, samochodów prawie wcale…Piłam tą kawę i świat wydał mi się lepszy. A potem, to nawet do domu poszłam spacerkiem (20 minut)…

To takie proste- kubek kawy i dobry humor pojawia się już przy pierwszym łyku!!

Ale jak zwykle- jest ale… Kubek tej pysznej kawy to ubytek 11 złotych w moich oszczędnościach… Zatem, codziennie dobrego humoru można nie mieć ;)

wtorek, 14 kwietnia 2009

o niepotrzebnych słowach

Tak. Trochę podgoniłam. Wracając do postu z 31 marca, opisałam historię z pocztą, o chrzcinach też wspomniałam…o tej nadziei nie zamierzam mówić, bo już jakoś tak emocje ostygły…przerabiałam ten stan wielokrotnie i mogę z całą pewnością stwierdzić, że w przyszłości taki nagły zwrot akcji nastąpi, a wtedy, być może, opowiem jakie to serce bywa zdradliwe i głupie ;) Dziś się wszystko uspokoiło.

Pora na punkt 4. Pora na kilka słów o przyjaźni.

Czamataja nie lubi używać tego słowa. Niektórych to dziwi (np. Ktoś) Wychodzę z założenia, iż przyjaciele wiedzą, że nimi są. Nie wynika to z nazewnictwa, ale z faktów. Fakty mówią same za siebie. Jeśli mam potrzebę zadzwonienia do Ciebie, to robię to bez wahania. Jeśli cały świat wali mi się na głowę, to mówię Ci o tym. Nie przedstawiam Ciebie także jako mojego przyjaciela- po prostu, imię wystarczy, ewentualnie, opis czym się zajmujesz. Samo słowo z trudnością przechodzi mi przez gardło. Nie mam pojęcia dlaczego. Tak jest.

Nawet nie muszę z Tobą rozmawiać, utrzymywać stałego kontaktu żeby mieć 100% pewność, iż w razie potrzeby możesz liczyć na moją pomoc. Czy pomimo tego, można to nazwać pą? Co mnie to obchodzi.

Nazwy się nie liczą. Owoc nie będzie lepiej smakował, jeśli stwierdzimy rzecz oczywistą, że jemy arbuza. A król pozostanie nagi…