czwartek, 22 lipca 2010

słodkie powroty

Słyszysz? Nie? Wsłuchaj się. Przymknij oczy, pochyl głowę. Nic? No, to może zamknij oczy, oddychaj równomiernie, skup się. Dalej nic? Jesteś oporny, na to nie ma lekarstwa.

Przywołuje mnie, Zachęca. Wabi. Nie narzuca się. Przypomina o sobie, gdy już myślę, że zniknęła. Smutno mi będzie, gdy nastanie cisza. Są różne rodzaje ciszy. Jedna jest pokrzepiająca, druga inspirująca. Jeszcze inna, która powoduje u mnie ciarki na plecach, dołująca, wysysająca energię, pomysły, niedająca nadziei.

Usłyszałam głos.

I, oto znów tu jestem.

Chyba wracać nie przestanę.

środa, 7 kwietnia 2010

dawno temu żył sobie mały potworek

Zazdrość.
Potrafi zniewolić.
Umie wślizgnąć się niepostrzeżenie do umysłu i tam szeptać swoje złowieszcze nuty. Nienawistny, samotny potworek, który nie cieszy się sukcesami innych.

Wczoraj znajomy dokonał czegoś dużego. Nie jestem w stanie objąć tego moimi synapsami. Zresztą, to nie jest ważne. Czy duże to było, czy małe. Dla niego to było ważne. Błyszczał. Pomyślałam: „Tak wygląda człowiek, który wie, czego chce i zmierza do tego”.
Mały potworek w oddali zachichotał. Nie zbliżał się, wiedział, że to bezsensowne.

Cieszyłam się. Ma radość była niczym nieuzasadniona, nie było w niej podtekstu.

Potworek nawet nie pomachał. Uciekł. Wszak, czasami to jedyne wyjście.

Jest dobrze.

środa, 31 marca 2010

and....we`re back

Czamataja żyje.


Trzeba to ogłosić światu. Sen zimowy troszkę się wydłużył, a wiadomo, że gdy śpi się za długo, to i pobudka nie jest fajna. Głowa boli, oczy płaczą, a uszy przestają słuchać. Tak tez było w tym przypadku.

To wszystko nie przeszkodziło mi w zaplanowaniu wakacji, a przynajmniej ich części. Jadę do Rumunii na wycieczkę objazdową. Przemierzymy kraj wzdłuż i wszerz, poczujemy klimat, poznamy zwykłe miasta, szare ulice jakich pełno w każdym kraju. Czasami mają one nawet swój urok i na to liczę.

Zobaczymy morze, zobaczymy jezioro. Ba, nawet siedzibę parlamentu zobaczymy. Bo wiecie- w Rumunii jest parlament, rząd, nawet prezydent! Ona jest nawet w Unii Europejskiej!

Słyszałam, że to piękny kraj, niedoceniany. Zaopatrzona w przewodnik poznam Rumunię zanim tam pojadę i na miejscu będę czuła się jak w domu. Będę mieć historię w małym palcu, kulturę w troszkę większym. Do języka nie podchodzę, nie jestem poliglotą.

czwartek, 24 września 2009

william butler yeats

Kocham Irlandię. Naprawdę. Miłość to wielka i aż po grób. Co za tym idzie, kocham wszystko co irlandzkie- zielone wzgórza w Irlandii, skrzatów, oczywiście z kociołkami pełnymi złota, kocham drużynę reprezentacji w piłce nożnej, a szczególnie jednego piłkarza, którego numeru z koszulki zapomniałam, więc nawet nie wiem, jak się nazywa ;) Kocham też poetów. A zasadniczo jednego poetę. Poznajcie- Williama Butler Yeats i jego wiersz, bo przecież po czynach ich poznacie:

Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy,
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.


Prawda, że piękny? A naprawdę cudne są dwa ostatnie wersy. Tylko szeptem proszę!!
Ponieważ w każdym związku muszą być jakieś rysy, muszę się przyznać, że nie podoba mi się irlandzkie „NIE” dla Traktatu Lizbońskiego. Ha! Nic nie jest doskonałe…

czwartek, 30 lipca 2009

starsza pani i chłopczyk

Zmysły czasami pozbawiają nas złudzeń. Prawda to o tyle logiczna, co zgodna ze stanem faktycznym.
Zapytanie: „Skąd wypływają takie mądrości?”. Cóż…z doświadczenia.

Jadę sobie autobusem. Korzystam z dobrodziejstw komunikacji miejskiej. Słuchawki w uszach skutecznie blokują dopływ jakichkolwiek dźwięków z zewnątrz. I, oto widzę, niepełnoletnią mamusię z synem. Ona- krótki opis postaci: zielone paznokcie u stóp, różowy top z dużym dekoltem, żółty stanik, widoczny, rzecz jasna, spod topu… Skóra zniszczona przez słońce, a może raczej przez brak kremu? Dermatolodzy ciągle się o to spierają. Szkoda, że nikt ich nie słucha…Wszyscy mają słuchawki w uszach?

Chłopczyk, na oko 3-4 lata, zadbany, nos spalony podobnie jak cała twarz matki….Mamusia puściła go wolno, usiadł na innym siedzeniu aniżeli opisywana przez nas rodzicielka.
Przystanek. Do autobusu wchodzi starsza pani, ubrana cała na biało- żakiet, sukienka, skarpetki, buty. Włosy też miała białe.
Podchodzi do siedzenia chłopca, na sąsiednim krześle stawia siatki pełne zakupów. Daje chłopcu gumy do żucia. Chłopczyk spojrzał na mamę. Ta, kiwnęła głową. Dziecko gumę przyjęło. Po chwili dostało także tic-taki ;) Nie widział, co zrobić z taką radością. Zaczął żuć gumę, wciskać do ust drażetki… Starsza pani zaczęła rozmawiać z mamusią. Ta, nie chodziła w dyskusję- kiwała, jak zwykle, głową…
Sielankowy obrazek. Obca kobieta dzieli się łakociami z dzieckiem pod czujnym (czy, aby na pewno?) okiem matki. Świetnie. I trzeba była na tym poprzestać. Ale nie….
Zdenerwował mnie fakt braku aktywnej postawy matki wobec kobiety, która nie musiała być miła wobec ślicznego chłopca. Mogła się przemóc i pogawędzić o niczym. Mogła? Mogła, z pewnością ;) Nastawiłam się przeciwko niej już przez sam jej wygląd. A potem już jakoś poszło… Z górki. Okazało się bowiem, że kobieta opowiadała o swojej nieszczęśliwej miłości i nie chodziło jej o dialog. Szczęśliwa, iż może komukolwiek opowiedzieć dawną historię, która wciąż trapi jej serce, mówiła, mówiła i mówiła. Wchodzenie w rozmowę z nią nie dałoby żadnego efektu. Młoda matka niechcący słusznie zrobiła ( niestety dla tej historii, gdyż bez jednoznacznego winnego, historia nie jest domknięta). Starsza pani potrzebowała słuchacza i dzięki słodyczom kupionym na chwilę przed wejściem do autobusu, podzieliła się swoim smutkiem, żalem, niespełnionymi nadziejami z posiadaczką zielonych paznokci u stóp, która, jak mniemam, nie wyniosła z tego wydarzenia żadnych wniosków…

To wszystko nie miałoby miejsca, gdybym nie zdjęła słuchawek. Historia z autobusu miałaby inny przebieg.
Gdy staniecie przed dylematem- zdejmować słuchawki, czy też nie- zastanówcie się.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Gosia na włościach cz.1

Mieszkanie samemu ma swoje plusy. Ma także minusy- jak to w życiu. Od trzech dni mieszkam sama, oto moje obserwacje jakie poczyniłam, gdy rodzice wyjechali na wczasy.

Wizyty w sklepach spożywczych przerażają. Kupowanie tego, co KONIECZNE od tego, na co się ma ochotę czyni spustoszenie w portfelu.

Gotowanie i zmywanie po posiłkach stało się czystą przyjemnością. Jesz, co chcesz. Zmywasz kiedy chcesz. Gotujesz dla jednej osoby (mniej czasu na przygotowanie posiłków, mniej naczyń do umycia).

Słuchasz muzyki tak głośno, jak tylko chcesz.

Możesz mówić do siebie bez obawy, że troskliwa rodzina skieruje Cię na badania psychiatryczne.


Wychodzenie z domu trwa dwa razy dłużej. Trzeba sprawdzić, czy wszystko co ma być zamknięte- jest zamknięte, czy woda z kranu nie cieknie, czy żelazko wyłączone…

Mieszkanie samemu kształtuje postawy proekologiczne. Wiecie, ile człowiek jest w stanie wytworzyć śmieci? Dużo…Gdy inny członek rodziny regularnie wyrzuca śmieci, ta ilość nie rzuca się tak w oczy…

Mieszkam sama. Prawie całe dnie mnie nie ma w domu. Nie brudzę. Nie jestem w dwóch pokojach jednocześnie. Zazwyczaj korzystam z jednego, ciągle tego samego. To powiedzcie mi, czemu jest brudno? Kurz, kurz, wszędzie kurz. Nie będę ciągle latać ze szmatką. Teraz dochodzę do wniosku, że moje wymarzone mieszkanie z trzema pokojami to chyba nie jest dobry pomysł… Nie jestem leniwa, ale świat jest tak urządzony, że skoro jest skutek, to musi być przyczyna. Jest brudno, a być nie powinno. I gdzie tu logika?;)

Kanarek też człowiek, musi jeść ;)

piątek, 29 maja 2009

humor w pracy

Z pracy.

Po szkoleniu dot. ochrony przeciwpożarowej, wolno wchodzimy po schodach, aby wrócić do swoich zajęć, gdy nagle koleżanka mówi:
- Szybciej, szybciej…
Na to odpowiadam:
- A, co? Pali się?

Śmieszne, nie?