Chciałabym podzielić się pewnymi przemyśleniami. Gdy wypowiadam je, strasznie mi dziwnie gdzieś tam w środku, ale napisać mogę, bo to co innego ;)
Wczoraj napisałam test z międzynarodowych stosunków gospodarczych. Niby nic, ot kolejny egzamin. Otóż, nie. Pomijając możliwość uzyskania odpowiedniej ilości punktów lub też konieczności powtórnego podejścia do egzaminu należy zaznaczyć, iż jest to ostatni egzamin na moich studiach.
Od razu pojawia się jakiś sentyment za tym, co za mną, chęć podsumowań i pogłębionych analiz, spojrzenia na to wszystko oczami obiektywnego obserwatora.
Pojawia się… i zaraz znika.
Przecież wiem, co dobrze zrobiłam (nie powiem, za bardzo jestem skromna).
Wiem także, co źle zrobiłam (tego na pewno nie powiem, bo bardzo się wstydzę).
A przede wszystkim zdaję sobie sprawę, iż wszelkie podsumowania nie mają sensu, bom jeszcze nie jest Panią magister.
No właśnie- jeszcze ten jeden mały szczegół- napisanie i obrona pracy ;)
A potem będę mogła się zastanawiać, na jakim kierunku się jeszcze edukować, w jakim systemie. Wybierać kurs językowy, karnet na fitness i biadolić (to lubimy najbardziej) nad brakiem czasu.
Jakoś nikt mi nie mówił, że tak to będzie wyglądać, gdy z uporem maniaka uczyłam się składu leków i sposobu ich zażywania (etap: zostanę lekarzem), uczyłam się konstytucji (etap: zostanę prawnikiem) czy też nadawałam imiona swoim nienarodzonym dzieciom (etap- odsunięty w bliżej nieokreśloną przyszłość ;)
Nikt mi tego nie powiedział i przez to, aż do 40-tki będę próbowała się do tego wszystkiego przyzwyczaić, bo u mnie to zawsze wolniej przebiega ;)
„Gdzie są dorośli?” Nina Lykke
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz