Usiadła naprzeciwko i od razu zwróciła na siebie uwagę. Coś w niej drgało, coś było nie w porządku. Obraz nie zgadzał się, brakowało równowagi. Próbowała nam coś sprzedać, ale dość nieudolnie. Osoba jej, wydaje się, skromna; ubiór temu nie przeczy. Ba, nawet ma apaszkę w kolorze hmm bliżej nieokreślonym, nie rzucał się w oczy, w każdym bądź razie- mieszanka czerni, brązu i szarości… Płaszcz skrojony konserwatywnie, bez udziwnień i dodatków. O co mi chodzi? O oczy mi chodzi!
Wzrok rozbiegany, czujnie obserwował otoczenie, rejestrował każdą zmianę- nagłą lub nie spieszącą się. Patrzyła i czekała. Analizowała, przetwarzała, zapamiętywała i odkładała na potem- może się przyda, pamięć wszak jest pojemna.
Ale to nie wszystko! O, nie!
Chodzi tu o sposób, w jaki patrzyła. Wielu ludzi patrzy na Ciebie w autobusie, tramwaju. Są różne sposoby patrzenia: ciekawski, nachalny, uroczy, sympatyczny, troskliwy. Ile chcecie i ile jesteście w stanie wymyślić. Ona patrzyła na ludzi w zawistny sposób i podszyte to wszystko było jakąś zazdrością i chorą ciekawością o losy obcych jej osób. Tak, jakby zastanawiała się, jak im jest na świecie- dobrze czy źle; gorzej czy lepiej niż jej.
Nawet przez chwilę przestraszyłam się jej. Bardzo dziwne to było. Nie wierzysz? Poczekaj. Gdy pewnego razu, usiądziesz naprzeciwko tego typu osobnika, przypomnisz sobie o mnie. I będzie mi bardzo miło, że ktoś o mnie myśli….
Ja, tymczasem, nawiązałam znajomość w autobusie. Miły (z wyglądu, niewiadomo co mu w duszy siedzi- zawsze bądź czujny!) ostatnio mnie pozdrowił i życzył miłego dnia. Codziennie rano, przejeżdżamy razem jeden przystanek. W dzisiejszych czasach to rzadkość- taka uprzejmość. Bezinteresowna, rzecz jasna. Dzisiaj też się przywitaliśmy. Autobus przestał być szarą masą ludzi zmierzających do znienawidzonej pracy..
Poznałam tez innego pana. Ale wolałabym go nie spotkać w swym życiu, już nigdy więcej!
Jadąc z pracy, do pracy, zawsze ucinam sobie małą drzemkę, pomiędzy Chorzowem a Rudą Śląską. Zawsze też, otwieram oczy, mniej więcej dwa przystanki wcześniej aniżeli jest mój własny. Otworzyłam oczy i nagle, w ogóle się tego nie spodziewałam, nachyla się nade mną, po spożyciu, na oko, sądzę, dwóch piw i mówi:
- Nie śpij, bo Cię [jakie „Ty”. Czy my jesteśmy po imieniu??] okradną.
-Nie śpię [ no naprawdę nie śpię- w końcu patrzyłam na niego przytomnie, choć wolałabym nie]
Chwilę później:
[Miałam słuchawki w uszach, słabo go słyszałam, coś tam mówił…dziękowałam w duchu za mp3; lalalalal, choć wiem, że powtórzył kilka razy „nie śpij, bo Cię okradną- „Głupia nie jestem, zrozumiałam za pierwszym razem” :P]
Gdy, za kilka minut, zaczęłam zbierać się do wyjścia, on nagle pochyla się [znowu!!], niczym Golum lub Zgredek [ludzka szyja jest taka giętka [?!?!?!] i mówi, prawie krzyczy:
- Mieszkasz na Frynie!! (dzielnica, gdzie wysiadałam)
- Nie, nie mieszkam [„co go to zresztą obchodzi”- myślę zrezygnowana. „Widać głód wiedzy Polaków jest ogromny”]
- Ijeeee- woła dalej nachylony- gdybym Cię nie obudził, przegapiłabyś przystanek!!!! [Że niby co? Czy ja spałam? :D]
Coś tam jeszcze mówił, ale pospiesznie wyszłam z autobusu, rezygnując z tłumaczenia mu, iż ja nie spałam!! Ech..
A może tylko mi się to śniło? :D