piątek, 28 listopada 2008

Andrzej

Wczorajsza noc to głównie impreza andrzejkowa. Z Ive na akademikach. Ze studentami. Poczułam się jak to jest być w ich gronie. Niby się jeszcze do nich zaliczam. Niby już nie. Etat, wizja kupna mieszkania, ubezpieczenie, problemy z urlopem i brakiem czasu. Problem z wyjściem na imprezę i wybór- iść, czy się wyspać? Starość zagląda do oczu.. Dobrze, że mam szkła korekcyjne :P
Impreza była i się skończyła.
Ciąg dalszy przynudzania jutro, gdy się wyśpię.
Rzecz jasna, historia będzie lekko udramatyzowana, ale bez tego ani rusz...

czwartek, 27 listopada 2008

egoistycznie-sympatycznie

Czasami się do tego nie przyznaję, ale lubię kontakt z innymi ludźmi. Nie przyznaję się do tego sama przed sobą, bo postrzegam siebie jako NIESYMPATYCZNĄ, choć czasami uroczą…
Kontakt z innymi ludźmi cenię, z pobudek czysto egoistycznych.
Rozmowa z drugim człowiekiem- nieważne, czy inteligentnym, światowym, zabawnym i dającym się lubić, czy gburem, chamem, roszczeniowym skąpcem, zawsze coś we mnie pozostawia.
I znowu- nieważne, co to jest- niesmak, fascynacja, wstyd nad własnym ograniczonym umysłem i postrzeganiem świata. Odkrywam siebie, poznaję własne niedociągnięcia, poczucie humoru. Widzę, jak reaguję na zachowania innych i mogę to zmienić, lub nie… Obserwuję mój świat oczami drugiego człowieka i, nie ukrywam, oceniam go. Czasami ma to działanie depresjogenne, czasami wręcz przeciwnie.
Buduję wartość. Swoją. Własną. Niczyją inną.

Wykorzystuję.

Wchodzę na blogi o książkach, co by nie myśleć, że jestem taka oczytana…

Wchodzę na fora polityczne, żeby się przekonać, że inni tez mają rację i swoją prawdę głoszą jako jedną i jedyną.

Odwiedzam fora prawne, co by się odnaleźć w gąszczu przepisów.

Rozmawiam, żartuję, słucham, słucham i słucham.

Poznaję siebie.
Dzięki :)

środa, 26 listopada 2008

nie jestem sympatyczna

Rozmawiając dzisiaj z koleżanką w pracy, dowiedziałam się czegoś o sobie.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, bardzom się zdziwiła ze swego odkrycia.
Nie tyle z samego faktu, co z jego rangi, ważności i z tego, jak ta wiedza może mi się przydać w przyszłości…

Nie lubię słowa „sympatyczna”, „sympatyczny”, „sympatycznie” i innych, wszelkich niepoprawnych odmian tego parszywie miłego i, nic nie znaczącego wbrew pozorom, słowa. Uf, zdanie długie, ale wyszło :P

Co tak naprawdę myślimy, gdy je wypowiadamy?

„On jest sympatyczny”
(czyt. nic o nim nie wiem, ale nie chce wyjść na nieczułą i powiedzieć, że wydaje się być albo nudny, albo przesadnie porządny, nijaki, nie w moim typie, itd…dlatego powiem s…..)

„Ona jest sympatyczna”
(czyt. to samo, co powyżej+ ona mogłaby być matką moich dzieci, ale TYLKO matką, wiesz o co chodzi :P)

nazywanie obiektów, rzeczy, określanie w ten sposób pogody
(czyt. brak mi słów, nie potrafię znaleźć innego określenia, aby nazwać to, o czym mówię)

„na imprezie było sympatycznie”
(czyt. nie podobało mi się, wolałbym grać w karty z moją matką niż marnować czas na tej nudnej imprezie; tyle było szumu, a wyszło jak zwykle; nie poznałem nikogo ciekawego, myślałem, że będzie fajniej [a tu kolejne ekstra słowo, o którym później :P])

„to spotkanie/randka była sympatyczna”
(czyt. guzik prawda, nie podobało mi się, ale prosto w oczy Ci tego nie powiem)

I tak dalej, i tak dalej…

Generalnie wydaje się, że to słowo wychodzi z użycia. Nie jesteś już sympatyczna, bo to trąci myszką i wydajesz się wtedy troszkę stara, nie na czasie.. Dziś nie jesteś sympatyczna, jesteś cool, jazzy, ekstra i ja pewnie też jestem stara, bo nie znam ciągle przybywających nowych określeń, których mi tu teraz brakuje.

Zgodnie ze słownikiem, sympatyczny to: ujmujący, pociągający, miły…

Chcę być ujmująca, pociągająca, ale miła?? Tego słowa też nie lubię.
Brrr ciarki przechodzą na samą myśl, że je kiedyś usłyszę, co raczej się nie zdarzy, bo ja przecież miła nie jestem :D

Nie skomentuję zdań w stylu „miły pan spotka sympatyczną panią w średnim wieku”. Pozostawię to dla Was. A, taki mały prezent. Gift ;)

niedziela, 23 listopada 2008

TW


Za chwilę oszaleję. Chciałam poważnie. Chciałam z pozycji doświadczonej 22-letniej osoby objawiać pracy nieobjawione. Nie udało się. Będę musiała zrobić to w innym terminie.
Dziś, mam zmartwienie. Dopadła mnie niemoc twórcza. A termin się zbliża… Gdy godzina zero wybije, stracę do siebie szacunek w chwili, jeśli nie starczy mi sił, co by napisać słów kilka…
Wszystko jest pod ręką. Gdybym chciała być pompatyczna, stwierdziłabym, iż całe życie na to czekałam. Wszystkie moje wysiłki były skupione na tym jednym wydarzeniu. Miesiąc minął. I nic. Już nie mam miesiąca. Miałam dwa. Mam 3 tygodnie. Odwlekam moment zabrania się do pracy. Piszę bloga, posty na forum, interesuję się znajomymi :D
Idę po kawę i do pracy.
Tak!

wtorek, 18 listopada 2008

jak ciężko być Europejczykiem ;P

Nigdy nie wiadomo, kiedy ze swoją niewiedzą, lękami spotkamy się twarzą w twarz. Pomacha nam wtedy, przypomni o swoim istnieniu i albo doprowadzi do konstruktywnego działania, albo na tym spotkaniu się skończy.

Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle :D

Do tego spotkania doszło w pociągu linii Intercity, na trasie Warszawa- Katowice, w przedziale nr 7.

Zasadniczo, rozmawialiśmy o niczym. Ale w tej nicości kryła się potęga gotowa zniszczyć najbardziej wytrwałego śmiałka.

Rozmawiać z obcokrajowcem. Udawać, że rozmowa ta nie jest wysiłkiem. Szybko, w mgnieniu oka, znajdować potrzebne słowa do prostego zdania. Przez obco brzmiące słowa okazywać zadowolenie, zainteresowanie, rozbawienie. Mówić o poważnych kwestiach, o stosunkach społecznych, jakby robiło się to codziennie (oczywiście nie po polsku)…

Ciężko....
A coś jeszcze? Pewnie, że było. Ale niech to zostanie moją słodką tajemnicą. Moją i I :D Przynajmniej do następnej notki :D

piątek, 7 listopada 2008

uzupełnienie tematu liścia

Można poślizgnąć się na liściu.
Śmieci pod liśćmi będą.
Będzie brudno.
Trzeba sprzątać nawet w czasie jesieni.
A o oszczędzaniu nie ma mowy podczas kryzysu :D

poniedziałek, 3 listopada 2008

rzecz o liściu


Czy można poślizgnąć się na liściu?

Pytanie to zaskakujące, ale zadane nie bez powodu. Stoi za tym podłoże socjologiczne. Pytanie to dotyka problemu bezrobocia, podatków lokalnych i kultury szeroko rozumianej.

Bytom, moje miasto ( w którym się nie urodziłam i nie wychowałam :P) a raczej jego centrum powinno być oczyszczane ze śmieci kilka razy dziennie. Obszary dokoła – raz dziennie. A peryferie miasta- nie mam pojęcia, bo kto by się tym zajmował :D
Wszystko ładnie na papierze, ale miasto nie zawsze jest zamiatane. Widzi to każdy i nawet osoba postronna może dojść do tego, jakże odkrywczego, wniosku. Płacimy podatki i nie widzimy rezultatu.

Chociaż, nawet, gdyby było to sprzątanie, tak jak w umowie leży (rymuje się?) sądzę, że czysto by nie było. Czemu? Bo my nie lubimy czystych ulic. Wolimy narzekać, jak to na Zachodzie jest czysto. A czemu czysto? Bo tam ludzie nie wyrzucają butelek, chusteczek, papierków ani na ulicę, ani nawet w krzaki! Bo tam, gdy ktoś to zauważy, że jest śmieć na ulicy, od razu go podnosi (sama widziałam). Głupie, nie? Po kimś sprzątać? Fujjj.

My lubimy, tak po prostu, wyrzucać pieniądze, niekoniecznie w błoto.
Nie lubimy widoku zadbanego miasta.

W ogóle to jest strasznie denerwujące. Pisałam notkę, już byłam przy końcu (jeszcze do tego daleko) a tu nagle się zamknęło. Nagle coś się zmieniło. I notkę szlag trafił, bo ktoś jej nie zapisał. I to, co jest na górze i będzie na dole, nie jest tak piękne, jak wersja pierwotna… Szkoda…


Wróćmy do tematu.

Szłam do pracy i widziałam panią, która zamiatała chodnik. No, super, pomyślałam sobie. Ale ona zamiatała liście! Liście! Nie śmieci, tylko liście. Liście!!!
Zaczęło mnie to męczyć. Po co zamiatać liście? Wiadomo przecież, że gdy jesień nadchodzi, liście opadają z drzew. Tak samo, gdy zima przychodzi, kiedyś śnieg też spadnie (przynajmniej na południu Polski). To jest oczywiste. Wiadome jest też to, że na wsi nie mieszkamy, pod lasem też nie (mowa o Bytomiu) i tych liści nie jest ogromna ilość liczona w tonach. Po co je zamiatamy?

Ja rozumiem, że nie chcemy przedzierać się przez zaspy liści, brodząc w nich po kolana… (Że my takimi Europejczykami jesteśmy i wolimy wybrukowane, gołe ulice Paryża, niż wschodnie, zasypane chodniki…) Ale to się chyba jakoś naturalnie rozwiązuje i nigdy byśmy takiej ilości nie zobaczyli. Tu wiatr zwieje je pod krzak, tu pies je przygniecie pod drzewem, tu deszcz zmoczy i przykleją się do płyty, by potem szybciutko odpaść i ze wstydem przenieść się na pobocze… No natura o wszystkim pomyślała.. To nie jest Mount Everest, gdzie śnieg był, jest i będzie. Liście znikną, prędzej czy później.

Tymczasem, pani wstaje rano skoro świt, zamiata liście, podczas gdy mogła robić coś innego. A my byśmy mogli oszczędzić na czarną godzinę, gdy trzeba będzie oczyszczać miasto codziennie- w lato, wiosnę, gdy śmieci nic nie przykryje- ani śnieg, ani liście…

I wtedy, gdy tak o tym myślałam, pojawiła się wątpliwość… Czy można poślizgnąć się na liściu? Bo jeśli tak, to ulice zamiatać trzeba (albo udawać, że się to robi), bo jeśli ktoś się przewróci, złamie nogę i zażąda odszkodowania od Miasta, szlag trafił nasze oszczędzanie…


Eh.




niedziela, 2 listopada 2008

Poezję warto czytać.

Wiele o tym już napisano; wiele razy jeszcze to samo przeczytamy; bo przecież łatwiej coś powtórzyć niż samemu wymyślić... Dlatego też, nie będzie wykładu o roli poezji w życiu przeciętnego człowieka. Bo ani nie mam ochoty, ani siły, ani czasu, żeby nad tym myśleć, aby to wyglądało mądrze i uczenie. Nie!

Dlaczego warto czytać?
Żeby nie czuć się osamotnionym w swoich osobistych klęskach, przeżyciach, uczuciach.

Od prawie roku na granicy dnia z nocą, w czasie długiej podróży tramwajem; wtedy gdy już jestem pewna, że pogodzona z losem nie będę wracać do tych wspomnień, myślę nieustannie o tym co za mną. Co się wydarzyło. I czy można było temu zapobiec. Wreszcie, czyja to wina? Czemu mnie to spotkało?

Ile razy mówiłam sobie: Koniec, to nie ma sensu! A może jeszcze jest nadzieja? Naprawdę, nie zliczę! Mogę by stara, ale ciągle głupia :P Pocieszam się, że nie tylko ja! Ha!

W piątkowy wieczór, Gosia zacytowała jeden wers z wiersza Leśmiana w rozmowie, której tu nie przytoczę. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest to, co muszę przeczytać. Ktoś opisał historię. Moją historię.

Dlatego też, pozwolę sobie przekleić tutaj ten wiersz pozostawiając to bez komentarza.
Warto czytać wiersze, bo opisują to, czego doświadczamy. Bo czytając znane nam historie mamy pewność, że ktoś przeżył to, co my. A wiadomo- nikt nie chce być sam. Czy to w domu, czy odczuciach.




Leśmian Bolesław

Lubię szeptać Ci słowa

Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą -
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści -
A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania,
I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści...
Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie -
Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu -
I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu.