poniedziałek, 3 listopada 2008

rzecz o liściu


Czy można poślizgnąć się na liściu?

Pytanie to zaskakujące, ale zadane nie bez powodu. Stoi za tym podłoże socjologiczne. Pytanie to dotyka problemu bezrobocia, podatków lokalnych i kultury szeroko rozumianej.

Bytom, moje miasto ( w którym się nie urodziłam i nie wychowałam :P) a raczej jego centrum powinno być oczyszczane ze śmieci kilka razy dziennie. Obszary dokoła – raz dziennie. A peryferie miasta- nie mam pojęcia, bo kto by się tym zajmował :D
Wszystko ładnie na papierze, ale miasto nie zawsze jest zamiatane. Widzi to każdy i nawet osoba postronna może dojść do tego, jakże odkrywczego, wniosku. Płacimy podatki i nie widzimy rezultatu.

Chociaż, nawet, gdyby było to sprzątanie, tak jak w umowie leży (rymuje się?) sądzę, że czysto by nie było. Czemu? Bo my nie lubimy czystych ulic. Wolimy narzekać, jak to na Zachodzie jest czysto. A czemu czysto? Bo tam ludzie nie wyrzucają butelek, chusteczek, papierków ani na ulicę, ani nawet w krzaki! Bo tam, gdy ktoś to zauważy, że jest śmieć na ulicy, od razu go podnosi (sama widziałam). Głupie, nie? Po kimś sprzątać? Fujjj.

My lubimy, tak po prostu, wyrzucać pieniądze, niekoniecznie w błoto.
Nie lubimy widoku zadbanego miasta.

W ogóle to jest strasznie denerwujące. Pisałam notkę, już byłam przy końcu (jeszcze do tego daleko) a tu nagle się zamknęło. Nagle coś się zmieniło. I notkę szlag trafił, bo ktoś jej nie zapisał. I to, co jest na górze i będzie na dole, nie jest tak piękne, jak wersja pierwotna… Szkoda…


Wróćmy do tematu.

Szłam do pracy i widziałam panią, która zamiatała chodnik. No, super, pomyślałam sobie. Ale ona zamiatała liście! Liście! Nie śmieci, tylko liście. Liście!!!
Zaczęło mnie to męczyć. Po co zamiatać liście? Wiadomo przecież, że gdy jesień nadchodzi, liście opadają z drzew. Tak samo, gdy zima przychodzi, kiedyś śnieg też spadnie (przynajmniej na południu Polski). To jest oczywiste. Wiadome jest też to, że na wsi nie mieszkamy, pod lasem też nie (mowa o Bytomiu) i tych liści nie jest ogromna ilość liczona w tonach. Po co je zamiatamy?

Ja rozumiem, że nie chcemy przedzierać się przez zaspy liści, brodząc w nich po kolana… (Że my takimi Europejczykami jesteśmy i wolimy wybrukowane, gołe ulice Paryża, niż wschodnie, zasypane chodniki…) Ale to się chyba jakoś naturalnie rozwiązuje i nigdy byśmy takiej ilości nie zobaczyli. Tu wiatr zwieje je pod krzak, tu pies je przygniecie pod drzewem, tu deszcz zmoczy i przykleją się do płyty, by potem szybciutko odpaść i ze wstydem przenieść się na pobocze… No natura o wszystkim pomyślała.. To nie jest Mount Everest, gdzie śnieg był, jest i będzie. Liście znikną, prędzej czy później.

Tymczasem, pani wstaje rano skoro świt, zamiata liście, podczas gdy mogła robić coś innego. A my byśmy mogli oszczędzić na czarną godzinę, gdy trzeba będzie oczyszczać miasto codziennie- w lato, wiosnę, gdy śmieci nic nie przykryje- ani śnieg, ani liście…

I wtedy, gdy tak o tym myślałam, pojawiła się wątpliwość… Czy można poślizgnąć się na liściu? Bo jeśli tak, to ulice zamiatać trzeba (albo udawać, że się to robi), bo jeśli ktoś się przewróci, złamie nogę i zażąda odszkodowania od Miasta, szlag trafił nasze oszczędzanie…


Eh.




Brak komentarzy: