czwartek, 31 lipca 2008

samochód:tramwaj- 1:0

- Może poprosimy go, żeby otworzył drzwi?
- No nie, znowu spóźnię się do pracy!
- Czy te poranki nie mogą być spokojne?
Te i inne głosy zaczęły rozbrzmiewać w tramwaju. Tylko kilka osób, tak naprawdę, wiedziało o co chodzi. Reszta popłynęła na swojej bezgranicznej ufności do drugiego człowieka, pań w kwiecistych spódnicach mających grymas niezadowolenia na twarzy za każdym razem, gdy się nie spojrzy….

- Panie, niech Pan nie dzwoni tak na niego, tylko wyjdzie i go poszuka- powiedziała kobieta do motorniczego-Nie możemy tutaj tak stać bez końca…A może, panowie (wszyscy panowie udali, że nie należą do płci męskiej) przestawcie ten samochód. [Taaaa, z pewnością panowie w świeżych, czystych, pachnących garniturach i marynarkach podniosą (kobieta sugeruje, że jest lekki) samochód]. Żaden nie przejął się wołaniem o pomoc zestresowanej kobiety.
Tymczasem drzwi się otworzyły i co niektórzy, bardziej zniecierpliwieni od reszty, zaczęli wychodzić. Reszta, albo nie wiedziała, czy się opłaca wychodzić, albo nie zależało jej na tym, aby szybko ten tramwaj opuścić.
- Kamieniem rzucić w szybę, alarm się włączy i od razu gość wyskoczy i samochód przestawi- stwierdzili panowie nie stroniący od alkoholu… [pomysł przedni].

W końcu samochód zniknął z torowiska tramwajowego [jak- nie wiem] i pasażerowie, złączeni wspólną przygodą, pomknęli z zawrotną prędkością w dal.
Nikt z nich nigdy nie zapomni tej historii.

Psycholodzy sądzą, że to może zaważyć na ich przyszłym życiu, kontaktach z partnerami i spowodować niechęć do podróżowania.
Socjologowie są pewni, iż tego typu sytuacje wyzwalają w człowieku pokłady solidaryzmu społecznego, porównywalnego do tego przy meczach reprezentacji polskiej w piłce nożnej z Niemcami lub też przy katastrofie autobusu we Francji, zawaleniu się ściany w kopalni, gdzieś tam, na Śląsku…
Politycy uważają, że odpowiedzialnością za taki stan rzeczy należy kogoś obarczyć. Najlepiej ekipę rządzącą, nie w gminie, ale w kraju! Przecież znane jest „myślmy globalnie, działajmy lokalnie”. O drugim członie tego zdania ktoś chyba jednak zapomniał. Przez przypadek.

A co ja? To było niedaleko miejsca, do którego zmierzała. Do rozpoczęcia pracy zostało mi jakieś 20 minut. Cała sytuacja z tym tramwajem trwała może 6 minut. Siedziałam, mp3 z działającymi słuchawkami miałam na uszach; za oknem słońcem już uśmiechało się z nieba. Nie było za gorąco. Rozsądek podpowiadał mi, abym się nie denerwowała. I tak też było- be cool…
Ale, gdzieś tam z tyłu głowy, dochodził do mnie głos, nieprawdopodobnie podobny do głosu starszej, wykłócającej się pani w kwiecistej spódnicy; który był w stanie zachwiać stan mojej równowagi i niezmącone wody mojego spokoju… Na szczęście jednak, tramwaj ruszył..

wtorek, 29 lipca 2008

niepotrzebnie

Znowu pojawił się na horyzoncie
niepotrzebnie…
Wszedł przed próg, nieproszony
z błotem na podeszwach,
przypomniał sobie o Bożym Narodzeniu
w marcu….
Miał jeden sposób na podbój świata
Tylko czemu światów kilka?

Mętlik w głowie
niepotrzebnie…
Prezentu nie zostawił.
Nie docenia powagi sytuacji.
Przecież nie ma Św. Mikołaja.
Zapomniał.

Romeo i Julia. Kochankowie dziejów
niepotrzebnie…
Kolejny szalik po choinką
niepotrzebnie…
Odtwarzanie wschodu słońca z grudnia
niepotrzebnie…
Choć serce wciąż drga...


Czemu niepotrzebnie?

piątek, 18 lipca 2008

autobusy i tramwaje

Usiadła naprzeciwko i od razu zwróciła na siebie uwagę. Coś w niej drgało, coś było nie w porządku. Obraz nie zgadzał się, brakowało równowagi. Próbowała nam coś sprzedać, ale dość nieudolnie. Osoba jej, wydaje się, skromna; ubiór temu nie przeczy. Ba, nawet ma apaszkę w kolorze hmm bliżej nieokreślonym, nie rzucał się w oczy, w każdym bądź razie- mieszanka czerni, brązu i szarości… Płaszcz skrojony konserwatywnie, bez udziwnień i dodatków. O co mi chodzi? O oczy mi chodzi!
Wzrok rozbiegany, czujnie obserwował otoczenie, rejestrował każdą zmianę- nagłą lub nie spieszącą się. Patrzyła i czekała. Analizowała, przetwarzała, zapamiętywała i odkładała na potem- może się przyda, pamięć wszak jest pojemna.
Ale to nie wszystko! O, nie!
Chodzi tu o sposób, w jaki patrzyła. Wielu ludzi patrzy na Ciebie w autobusie, tramwaju. Są różne sposoby patrzenia: ciekawski, nachalny, uroczy, sympatyczny, troskliwy. Ile chcecie i ile jesteście w stanie wymyślić. Ona patrzyła na ludzi w zawistny sposób i podszyte to wszystko było jakąś zazdrością i chorą ciekawością o losy obcych jej osób. Tak, jakby zastanawiała się, jak im jest na świecie- dobrze czy źle; gorzej czy lepiej niż jej.
Nawet przez chwilę przestraszyłam się jej. Bardzo dziwne to było. Nie wierzysz? Poczekaj. Gdy pewnego razu, usiądziesz naprzeciwko tego typu osobnika, przypomnisz sobie o mnie. I będzie mi bardzo miło, że ktoś o mnie myśli….

Ja, tymczasem, nawiązałam znajomość w autobusie. Miły (z wyglądu, niewiadomo co mu w duszy siedzi- zawsze bądź czujny!) ostatnio mnie pozdrowił i życzył miłego dnia. Codziennie rano, przejeżdżamy razem jeden przystanek. W dzisiejszych czasach to rzadkość- taka uprzejmość. Bezinteresowna, rzecz jasna. Dzisiaj też się przywitaliśmy. Autobus przestał być szarą masą ludzi zmierzających do znienawidzonej pracy..

Poznałam tez innego pana. Ale wolałabym go nie spotkać w swym życiu, już nigdy więcej!

Jadąc z pracy, do pracy, zawsze ucinam sobie małą drzemkę, pomiędzy Chorzowem a Rudą Śląską. Zawsze też, otwieram oczy, mniej więcej dwa przystanki wcześniej aniżeli jest mój własny. Otworzyłam oczy i nagle, w ogóle się tego nie spodziewałam, nachyla się nade mną, po spożyciu, na oko, sądzę, dwóch piw i mówi:
- Nie śpij, bo Cię [jakie „Ty”. Czy my jesteśmy po imieniu??] okradną.
-Nie śpię [ no naprawdę nie śpię- w końcu patrzyłam na niego przytomnie, choć wolałabym nie]
Chwilę później:
[Miałam słuchawki w uszach, słabo go słyszałam, coś tam mówił…dziękowałam w duchu za mp3; lalalalal, choć wiem, że powtórzył kilka razy „nie śpij, bo Cię okradną- „Głupia nie jestem, zrozumiałam za pierwszym razem” :P]

Gdy, za kilka minut, zaczęłam zbierać się do wyjścia, on nagle pochyla się [znowu!!], niczym Golum lub Zgredek [ludzka szyja jest taka giętka [?!?!?!] i mówi, prawie krzyczy:
- Mieszkasz na Frynie!! (dzielnica, gdzie wysiadałam)
- Nie, nie mieszkam [„co go to zresztą obchodzi”- myślę zrezygnowana. „Widać głód wiedzy Polaków jest ogromny”]
- Ijeeee- woła dalej nachylony- gdybym Cię nie obudził, przegapiłabyś przystanek!!!! [Że niby co? Czy ja spałam? :D]

Coś tam jeszcze mówił, ale pospiesznie wyszłam z autobusu, rezygnując z tłumaczenia mu, iż ja nie spałam!! Ech..

A może tylko mi się to śniło? :D

czwartek, 17 lipca 2008

złuda

Poranki już nie są takie same…Wieczory tez się zmieniły… Kawa ma inny smak… Wydaje Ci się, że świat się nie zmienia, że Twój świat zawsze będzie taki sam. Otóż, nie! Świat się nie zmienia, tylko Ty!

Rano, o tej nieszczęsnej 5.40 nie budzi mnie już słońce (ale to można wytłumaczyć, w końcu powoli, choć jednak, jesień się zbliża i dni coraz krótsze „jesień idzie, nie ma na to rady”). Nie zrywam się, jak oparzona z przeświadczeniem, że się spóźnię, jeśli w tej chwili nie wstanę! Nie, wszystko spokojnie.. Trzeba się przecież przeciągnąć, pomyśleć sobie coś miłego, wypełnić swą głowę ciepłymi myślami. No i oczywiście- przeczytać nocne sms`y, o których rzadko pamiętam, ale bardzo się staram!
Więc rano spokojnie…A wieczorem?
Wieczorem również spokojnie. Rzadkie chwile w domu wypełniam jak tylko się da tym, co bardzo lubię, a ostatnio zaniedbałam. Troszkę mnie to martwi i będzie trzeba się za to wziąć, tak porządnie, ale póki co, oswajam się z tym, co mam i organizuję swoją przestrzeń. Skutki? Opłakane, jak na razie, ale daję sobie jeszcze czas.

Zaczyna mnie to wszystko cieszyć. Sądzę nawet, że to pewnego rodzaju błogosławieństwo. Trochę męczące, ale człowiek nigdy nie docenia darów losu. I ja tu nie jestem wyjątkiem. Dałeś mi czas na oswojenie się z tym, co i tak na mnie czekało. Więc oswajam się. Jak Mały Książę, to co widział. Będzie dobrze. Tak sobie myślę.


Obecnie czytam książkę Carmen Laforet „Złuda”. Wiem, że będzie dobra. Nie tylko dzięki recenzjom, które ją polecają. Mam przeczucie. To wystarczy.
Na pierwszej stronie, przed treścią powieści, został zamieszczony przez autorkę fragment wiersza J.R. Jimenez`a „Złuda”. Profesor języka polskiego w liceum, zawsze mówił, że cytaty, fragmenty wierszy, innych powieści są dla nas, czytających, wskazówką daną przez autora, do interpretacji. Pamiętam to jak dziś…


Czasem jakiś smak gorzki,
dotyk, co w błąd wprowadza,
zgniły zapach czy rażące
światło albo ton fałszywy
niby rzeczy postać trwała
do naszych zmysłów dociera
i jawi się ta złuda
prawdą niepodejrzewaną

Juan Ramon Jimenez


Ten fragment poruszył coś, co mi bliskie. Odwołał się do tych zakamarków, o których nie sposób zapomnieć, choć bardzo by się tego pragnęło. I staramy się zapomnieć, i wciąż do tego wracamy. I zamiast iść do przodu, ciągle swe spojrzenie kierujemy ku przeszłym chwilom, które wywierają wielki wpływ na przyszłe decyzje, zachowanie, postrzeganie świata, ocenę ludzi spotykanych na drodze. Czy to dobrze? Nie wiem. Czy to nam coś daje? Nie wiem. Obawiam się, że więcej szkody niż pożytku… Pomimo
tego, nie potrafimy przestać odwracać głowy i kierować swych myśli na jedyny znany nam tor. Znamy już tą historię, wiemy jak się skończyła, a jednak zanurzamy się w niej raz po raz, w nadziei na ujrzenie światła, które rozproszy mrok. Samodestrukcja? Nie, nie sądzę. Chyba żal, za tym co odeszło, co nigdy zdarzyć się nie miało, choć mogło i było tak blisko…
Pozostaje mi życzyć nam odwagi, aby nie bać się patrzeć w słońce. Wiesz, że zmrużysz oczy, że ten blask Cię porazi, przez chwilę oślepniesz i będziesz bezbronny. Ale nie bój się. Zobaczyć piękne słońce otoczone jasnym błękitem, to coś, co nadaje życiu głębszy sens. Trzeba sięgać daleko. Trzeba patrzeć w niebo. Trzeba się zastanawiać. I świat musi zadziwiać! I oślepiać, też!
Światłość, w ciemności świeci….I ciemność jej nie ogarnia….

środa, 9 lipca 2008

Uwaga! Prawda! Ci, którzy chcą żyć w kłamstwie, proszeni są o zamknięcie okna!

Wróciłam do domu wczesnym wieczorem, tuż po spotkaniu z Ewą i od razu zauważyłam (cóż za bystre oko) gościa w mieszkaniu.
Ów gość okazał się przemiłym panem, który rozwiązał tajemnicę farbowania ubrań w praniu.
Winowajcą nie jestem ja! Ha! Ha! Ani jakieś urządzenia, które te pan sprawdzał. Winą jest zanieczyszczona pompa, w której była kredka i dwa kawałki szkła. Skąd się to tam wzięło? No cóż…podejrzenia padły….na mnie, rzecz jasna. Ale broniłam się, nieśmiertelnym już, „to nie moja wina”, „to nie ja”, „niech mama tak na mnie nie patrzy”, „no jak zwykle moja wina, dobrze, że mnie macie, zawsze możecie na kogoś zrzucić winę”..
Tak mówiłam, ale po krótkim namyśle stwierdzam, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, iż należy obecność kredki w pompie przypisać mnie….o szkle naprawdę nic nie wiem. Ale kredka….
To już się więcej nie powtórzy!!
Obiecuję!


Słyszałam dzisiaj w radio piosenkę. Jedno zdanie przykuło moją uwagę, bardziej niż reszta, która zlała się w jedną całość.
„Gdzieś odnajdziemy kogoś, kto odkryje całą prawdę w nas”
Tak, nie dziwię się, że nie wiecie, któż tą prawdę nam obwieścił. Oświecę Was, Blue Cafe- „Niewiele mam”.

Wiemy, że ona (narratorka w piosence) niewiele ma. Nie dziwię się.

Po pierwsze, to prawie jak „Archiwum X”- gdzieś, coś, kiedyś….Albo program na Tvp1 „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Albo jak kociołek pełen złota, na końcu tęczy…Przykłady można mnożyć…Ja też mogę powiedzieć, że Polska kiedyś (gdzie to wiadomo- Europa Środkowo-Wschodnia) będzie krajem mlekiem i winem płynącym..
Takie stwierdzenia proszę zachować sobie dla dzieci i bajek, które cała Polska im czyta. „Dawno, dawno temu….”

No, kurcze, konkret proszę! A pseudo-filozofię i oznajmianie prawdy jedynie słusznej, proszę zachować dla siebie. I tylko siebie, bo dzieci nie powinno się tak krzywdzić. Nie tlyko zły dotyk boli przez całe życie..

A po drugie, to zdanie jest fałszywe. Nie ma czegoś takiego jak poznanie całej prawdy, a jeśli znacie kogoś takiego, to nazwisko proszę, chętnie sobie z nim pogawędzę!
Ludzie sami o sobie całej prawdy nie znają, a co dopiero inni. No ja Was proszę. Nie wierzycie? Zapytajcie Leszka Maleszko.
A to będzie „doskonałe pytanie”!

piątek, 4 lipca 2008

urodzinowo

No i oczywiście wszystkiego dobrego!!
Nie, nie życzymy tutaj mieszkańcom USA pomyślności i wszystkiego, co najlepsze z okazji ich święta niepodległości....

Życzymy spełnienia marzeń, słońca na niebie, dróg nieodkrytych, trzeźwego spojrzenia na sprawy tego wymagające, lekkiego kroku, dobrych ludzi na swych ścieżkach, małej ilości zmartwień, zawrotnej kariery na stanowiku reportera, Tobie Ewuś! Właśnie Tobie, Ty mój parszywcu!Żebyś zawsze pisała o mnie takie świetne teksty :P I żebyś, gdy już zawojujesz świat inteligentnymi tekstami i przenikliwym, krytycznym spojrzeniem, nie zapominała o .... oczywiście o mnie!

Życzę też Tobie, wszystkiego dobrego. Nie zapomniałam o Twoich urodzinach. Przez wzgląd na przeszłość, zasługujesz na dobrą przyszłość. Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Pozdrawiam niesłyszalnie i macham na przywitanie, które nigdy nie nastapi, mam nadzieję...
Dzień zaczął się tak, jak kilka poprzednich. Wstała rano, niezbyt chętnie, by w strugach letniego deszczu podążyć do pracy.
Początek pracy nie różnił się od tego, co zwyczajowo robiła zjawiając się w Biurze. Kilka uprzejmych „dzień dobry”, zapalamy światło, włączamy komputer, radio, otwieramy okna, nastawiamy wodę na herbatę, sprawdzamy pocztę i czytamy gazetę. Ot, zwykły poranek i czynności, do których się przyzwyczajamy i bez których czegoś by nam brakowało. Codzienne rytuały próbujące uporządkować nasz kawałek świata, aby był trochę bardziej wytłumaczalny i prosty.
Minęło kilka godzin, gdy natrafiła na pewne przeszkody w „świadczeniu swej pracy na rzecz Pracodawcy”. Nie mogła doręczyć kilku pism swej koleżance.
Pukała. Nic.
Szarpała za klamkę. Nic.
Zamknięte.
Sprawdziła, czy wychodziła. Nic. Nie wychodziła z budynku.
Dzwoniła kilka razy. Nie odbierała, no ale czemu się dziwić, przecież pokój zamknięty za klucz….
Zdesperowana (nie lubiła, gdy coś zalegało na biurku, nie załatwione) postanowiła dać pismo koledze, którego pokój sąsiadował z pokojem tej pierwszej, nieobecnej. I co- jego też nie było. Ale postanowiła poczekać przed drzwiami- zaraz powinien wrócić, pomyślała.
Nagle, stało się niemożliwe- drzwi koleżanki otworzyły się…..od środka….i wyszedł kolejny bohater tej zagadkowej historii. Spojrzał na nią i nie zareagowawszy, zszedł po schodach, kierując się, z pewnością do swojego pokoju….
Ucieszona możliwością oddania pisma we właściwe ręce, podeszła do drzwi…zapukała….otworzyła…i zobaczyła pochylającą się kobietę nad swoimi nogami….
Gdy wyszła, z pustymi rękami (uff, co za szczęście, pozbyła się tego ciężaru) zastanowiła się…
Czemu drzwi były zamknięte…
Czemu nie odbierała telefonu…..
Czemu kolega nie powiedział jak zwykle, na jej widok „cześć”, tylko szybkim krokiem podążył do swej jaskini?
Przecież pracują w innych działach, nie mogą mieć wspólnych tematów dotyczących pracy….A nawet jeśli tak- czemu byli zamknięci??

Intryga się zawęża. Myśli krążą po głowie.
Skłonności do tworzenia niewyobrażalnych historii oceniona zostaje przez zainteresowaną, jako bardzo duże, wielkie. Diagnoza- leczenie. Natychmiastowe!