- Może poprosimy go, żeby otworzył drzwi?
- No nie, znowu spóźnię się do pracy!
- Czy te poranki nie mogą być spokojne?
Te i inne głosy zaczęły rozbrzmiewać w tramwaju. Tylko kilka osób, tak naprawdę, wiedziało o co chodzi. Reszta popłynęła na swojej bezgranicznej ufności do drugiego człowieka, pań w kwiecistych spódnicach mających grymas niezadowolenia na twarzy za każdym razem, gdy się nie spojrzy….
- Panie, niech Pan nie dzwoni tak na niego, tylko wyjdzie i go poszuka- powiedziała kobieta do motorniczego-Nie możemy tutaj tak stać bez końca…A może, panowie (wszyscy panowie udali, że nie należą do płci męskiej) przestawcie ten samochód. [Taaaa, z pewnością panowie w świeżych, czystych, pachnących garniturach i marynarkach podniosą (kobieta sugeruje, że jest lekki) samochód]. Żaden nie przejął się wołaniem o pomoc zestresowanej kobiety.
Tymczasem drzwi się otworzyły i co niektórzy, bardziej zniecierpliwieni od reszty, zaczęli wychodzić. Reszta, albo nie wiedziała, czy się opłaca wychodzić, albo nie zależało jej na tym, aby szybko ten tramwaj opuścić.
- Kamieniem rzucić w szybę, alarm się włączy i od razu gość wyskoczy i samochód przestawi- stwierdzili panowie nie stroniący od alkoholu… [pomysł przedni].
W końcu samochód zniknął z torowiska tramwajowego [jak- nie wiem] i pasażerowie, złączeni wspólną przygodą, pomknęli z zawrotną prędkością w dal.
Nikt z nich nigdy nie zapomni tej historii.
Psycholodzy sądzą, że to może zaważyć na ich przyszłym życiu, kontaktach z partnerami i spowodować niechęć do podróżowania.
Socjologowie są pewni, iż tego typu sytuacje wyzwalają w człowieku pokłady solidaryzmu społecznego, porównywalnego do tego przy meczach reprezentacji polskiej w piłce nożnej z Niemcami lub też przy katastrofie autobusu we Francji, zawaleniu się ściany w kopalni, gdzieś tam, na Śląsku…
Politycy uważają, że odpowiedzialnością za taki stan rzeczy należy kogoś obarczyć. Najlepiej ekipę rządzącą, nie w gminie, ale w kraju! Przecież znane jest „myślmy globalnie, działajmy lokalnie”. O drugim członie tego zdania ktoś chyba jednak zapomniał. Przez przypadek.
A co ja? To było niedaleko miejsca, do którego zmierzała. Do rozpoczęcia pracy zostało mi jakieś 20 minut. Cała sytuacja z tym tramwajem trwała może 6 minut. Siedziałam, mp3 z działającymi słuchawkami miałam na uszach; za oknem słońcem już uśmiechało się z nieba. Nie było za gorąco. Rozsądek podpowiadał mi, abym się nie denerwowała. I tak też było- be cool…
Ale, gdzieś tam z tyłu głowy, dochodził do mnie głos, nieprawdopodobnie podobny do głosu starszej, wykłócającej się pani w kwiecistej spódnicy; który był w stanie zachwiać stan mojej równowagi i niezmącone wody mojego spokoju… Na szczęście jednak, tramwaj ruszył..
„Gdzie są dorośli?” Nina Lykke
1 dzień temu
