piątek, 30 maja 2008

ciasta, święta i jest ok

Początek jest połową całej rzeczy.

W każdej rzeczy najważniejszy jest początek.

Tak powiedzieli inni...

A co ja mam do powiedzenia o moim początku?

1. Pierwszy dzień w pracy- moja poprzedniczka się żegna. Ciasto, kawa, cukierki

2. Dzisiaj- świętujemy Dzień Dziecka. Ciasto. Nie wiem czyj to pomysł, kto je zrobił, ale było pyszne- trochę piernikowate, wilgotne, z jakimiś owocami w środku.

3. Za trzy dni- urodziny koleżanki. Zapewne też ciasto.

15 dni roboczych i 3 ciasta. Dobra załoga. Klimat świetny, i to nie tylko dzięki ciastom :)

Może inne podsumowanie:

Prawie zepsute ksero (1)
Wciągnięty papier przez tego potwora (2)
Uszkodzone oryginały dokumentów (0) [Uff, nie wiem jakim cudem]

Wniosek
Wykształcenie wyższe (prawie) nie wystarczy, aby posiąść tak trudną umiejętność jak obsługa ksero. A szkoda....

czwartek, 29 maja 2008

kilka słów nt. ważne

Godzina 6.59. Start autobusu z dworca. Wielkie szczęście- siedzę; juz nawet gazety nie chce mi się czytać. Po chwili już drzemię, ale świadomie- średnio co 6 minut sprawdzam gdzie jestem (co za czujność).

W Katowicach powoli dochodziłam do siebie.
Nagle... ku mojemu przerażeniu, zobaczyłam biegnącego chłopca, może piętnastolatek, w ręku mocno trzymał teczkę sporych rozmiarów, na plecach, oczywiście, był plecak. Chłopiec ten biegł, ale na ten widok chciałam krzyknąć "Pomóżcie mu, on przecież nie dobiegnie!!". Młodzieniec ten nie biegnął, on biec tylko próbował. Żałość ogarnęła me zaspane serce. Tyle siły, tyle chęci, a jakie marne rezultaty. Prawie nie podnosiło to nóg, kolana nie podejmowały żadnego wysiłku, aby zgiąć się tak naprawdę, a nie tylko na niby. Prędkości dostrzec tam, porażającej, nie można było zaobserwować. Ale mina śmiałka, zderzającego się z brutalnością tego świata (to już chcieć, nie znaczy móc?) świadczyła o tym, że mu się spieszyło ( być może na przejście dla pieszych, przy którym zielone światło traciło swą barwę i wszelki zapał do bycia widocznym).


Kto jest winien temu wydarzeniu?

Sądzę, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Ile jest dzieci w Polsce, które nie potrafią biegać? Ile dzieci skrzywdzono tym, iż zawsze są o te kilka minut, może nawet sekund, spóźnione?

Ja Wam odpowiem- SYSTEM!! Cała szara sieć jest w to zaplątana!

To szkoła zatrudnia parszywych nauczycieli wychowania fizycznego, którzy są zbyt ociężali, aby czegoś dokonać w tych rozleniwionych przez konsumpcyjne życie, gry komputerowe, młodych umysłach!
To szkoła zezwala ( w zasadzie nie ma inego wyjścia) na tolerowanie fałszywych zaświadczeń lekarskich o niezdolności do ćwiczeń na lekcji wf ( lekarzom damy spokój) .
To społeczeństwo patrzy obojętnym wzrokiem na te wszystkie patologie i rozkładający się, na naszych oczach, przyzwoity poziom zdrowego rozsądku.

Co jest konsekwencją tego stanu?

Spóźnione dzieci, a potem dorośli. Dorośli pracują niepełne 8 godzin- traci firma, traci pracownik, któremu obniżona jest pensja. Małżonek i dzieci nie mają na swoje przyjemności. Wywierają presję na naszym biednym spóźnialskim, który stresuje się i popada w depresję- zuskuje przemysł farmaceutyczny i lekarze (którzy być może zapoczątkowali ten bałagan).
Dzieci pozbawione są jedynej broni przed huliganami. Pozbawione są szybkich nóg! Juz nie mogą uciec przed bandziorami kryjących się w ciemnych uliczkach naszych, jakże bezpiecznych, miast. Tzn. mogą uciekać, ale będzie to czynność nieskuteczna i pozbawiona sensu.
Nawet nie chce mi się mysleć nad innymi konsekwencjami tego wszystkiego.
Jest 9.21, cały dzień przede mną, a w nim wiele kolorowych myśli.


Poza tym, to ja biegać nie potrafię. Nie wiem jak to się stało. Dlatego NIE BIEGAM! I liczę na spóźnione autobusy, które jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, zawsze przywożą mnie do celu o dobrej godzinie :)

czwartek, 22 maja 2008

NO STRESS

Siedzimy i nagle, z głośników, słyszymy.... "no stress". Idea nam się bardzo podoba, hasło łatwo wpada w ucho. Powtarzać z końcem każdego wersu "no stress" też potrafimy, nie jest to nic trudnego. Chociaż tekst piosenki jest zupełnie inny, ale kto się tym przejmuje. No stress przecież!!
Tak było kilka dni temu...

Dziś, w święto, jakżeby inaczej, w tv mowa jest właśnie o stresie!! A ja powtarzam sobie "no stress". To lepsze niż jakiś, popularyzowany w tym programie, wysiłek fizyczny, relaks, postulat zostawienia, w trakcie urlopu, pracy w pracy (daaa, logiczne, nie? a jednak nie dla wszystkich).... Te wszystkie metody, sposoby, rady...A tu człowiek coraz bardziej zestresowany, że się stresuje, i że to takie niezdrowe, bo zawał serca, wrzody żołądka, rozpad rodziny.... Powiem jedno- no stress..
To tak samo jak z kawą. Nie działa ona na mnie w ogóle...Mogę wypić litr, a potem grzecznie iść spać. Kawa jak kakao. Ale, gdy sobie zrobię kawusię (nie kawę!), w ładnej filiżance (mam tylko ładne, aż trzy :)) od razu czuję, jak energia mnie rozpiera. Wszystko zasługą własnej głowy!! Także no stress!

Dziś święto. Więc wstałam przed 8, posprzątałam pokój, zrobiłam pranie. Umyłabym też podłogi, ale to byłoby już przesadą. I kto tu powinien się stresować?



No stress - myślę tylko o sobie...

Podróże z i pod prąd

Niekończące się nigdy

Taka nasza wolna śmierć

Ziarno nienawiści

Raczej nigdy nie będzie lepiej

Raczej nigdy nie było źle

Raczej już zostanie

Tak jak jest

"Nostress" Happysad

środa, 21 maja 2008

to wcale nie początek

Nie będzie ckliwego początku. Życzeń dobrych tekstów, szerokiej widowni, zapewnień o systematyczności i innych dziwności.
Końca, na razie, też nie przewiduję.
Po prostu, blog. Wczoraj go nie było, dziś już jest.


Wszelkiego rodzaju komentarze mile widziane. Autor (to chyba ja !!) zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania wyraźnej przyczyny. Ach, ta władza... Dać tu człowiekowi garść uprawnień i od razu zaczyna się szarogęsić heheh