piątek, 27 lutego 2009

serce moje

Serce Europy i ja. Do dziś nie mogę w to uwierzyć -że to było, że to się przydarzyło.
Bruksela.

Wyleciałyśmy we wtorek, by w czwartek wieczorem jeść już obiad w domu. Być może dłuższy wyjazd sensu nie miałby w ogóle.
Zobaczyłam połowę Brukseli (oczywiście tą lepszą), dostrzegłam różnice, podobieństwa, możliwości. Postanowiłam sobie to i owo. Poznałam wielu, ciekawych ludzi z całej Europy. Nabrałam dystansu, odświeżyłam umysł. Wróciłam do domu.
Konferencja była ciekawa. Wymieniliśmy doświadczenia, pokrzepiliśmy swe serca, że niedługo u nas też tak będzie jak w Wielkiej Brytanii.
A po konferencji…

Ludzie tacy otwarci, uliczki w centrum miasta urzekające… Wszyscy się uśmiechają do siebie nawzajem. W Polsce takie zachowanie wydaje się być nieuzasadnione. A szkoda. Może później ;)

Nie zrozumcie mnie źle. Miasto jak każde inne. Jego obrzeża równie brzydkie i czasami tak samo zaniedbane jak choćby bytomskie czy katowickie.
Ale czuć różnicę. Ja czułam. No i ten francuski na ulicy. Nie mogłam przestać słuchać.

W autobusie z Pyrzowic do Bytomia poznałyśmy jakże miłego pana. Okazało się, że mieszka w Brukseli już od 30 lat, skończył tam ASP i teraz udziela prywatnych lekcji rysunku. Rozmowa z nim była pouczająca. Opowiadał o sytuacji pomiędzy Walonami i Flamandami. O postrzeganiu Polaków w Belgii. Dał numer telefonu taksówkarza- Polaka, mgr historii, który z przyjemnością się nami zaopiekuje, gdy będziemy potrzebować pomocy w Brukseli.


Powiem z wrodzoną skromnością, że byłam prawie jak Tokarczuk w powieści Bieguni ;)
Notowałam wszystko w pamięci, każdy szczegół, każde odbicie światła, każdą nierówność chodnika. Gesty, sposoby mówienia.
A rozmowy w kawiarniach? Cóż. Najprawdopodobniej te same tematy poruszają Polacy. Ale i tak wydawały mi się one bardziej kulturalne, uwznioślone, o polityce, kulturze, zjawiskach społecznych.

Z wyprawy przywiozłam ze sobą książki. Gazety. Teraz będę czytać i szybko powtarzać francuski.

Nie wiesz, dokąd zaprowadzi Cię jutro Twój los.

czwartek, 19 lutego 2009

kwaśno

Wczoraj brakło mi tchu. Nie sądziłam, że kiedyś się to przytrafi. Byłam pewna, że znam siebie, a okazało się, iż jestem zwykłą asekurantką. Smutne, bo prawdziwe.

A do czego zmierzam?

Pokłóciłam się z klientką naszego biura. Powiedziałam, iż nie jesteśmy w stanie już jej przyjąć, bo zaraz zamykamy. Nieopisanie jest mi przykro, niech przyjdzie następnego dnia i takie tam. Bo wiecie- pracujemy do określonej godziny (wisi informacja), ale z drugiej strony, ona ma problem, zwróciła się do nas o pomoc, jesteśmy jej potrzebni, długo czekała, a i odeszła z kwitkiem. Z tych powodów nie mogłam być niemiła, chciałam być delikatna.
Ona wyglądała niegroźnie, toteż poinformowanie jej o tym, iż może sobie już pójść wydawało się łatwizną. Przeliczyłam się. Zaczęła krzyczeć. Obwiniać. Po chwili już się nawet nie uśmiechała.

Przyjdzie następnego dnia.
Pomożemy jej.
Niesmak pozostał.
Po czym?

Ja jej uległam, ja się poddałam. Zmiękłam. Mogłam w pewnym momencie być bezczelna, złośliwa ocierając się nawet o niegrzeczność (ona taka była). Ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Przecież to potrafię, lata praktyki za mną. Co mnie powstrzymało?
Nie znałam jej, była dla mnie obca osobą. I tu chyba pies pogrzebany, Łatwiej jest wypowiadać słowa pełne agresji, ironii w rozmowie z kimś, kto wiemy jak zareaguje, z kimś, z kim nie jesteśmy w relacji służbowej.
Sądziłam, że ja zawsze potrafię.

Ideał sięgnął bruku.

środa, 18 lutego 2009

Pszczoły gadanie

Spotkanie z Pszczołą odbyło się w iście szampańskim nastroju.
Do czasu… Moje chodzące sumienie (to już drugie, po Ive, - coraz ich więcej, czemu?) zwróciło mi uwagę, że zaniedbuję Madame i Dużą. Podobno te narzekają, iż ja nie mam dla nich czasu, bo ciągle pracuję. Faktu, iż z Pszczołą mam czas się spotkać, nie komentują- przynajmniej nie w towarzystwie.
Nie lubię być do czegoś zmuszana. Oczywiście, chętnie się z nimi spotkam. Rozmowa z nimi sprawi mi wielką przyjemność. Z pewnością umówiłabym się z nimi wkrótce. Tylko, że …w dogodnym terminie. A w tej chwili, czuję się do tego przymuszana! Ktoś czegoś ode mnie oczekuje i ja powinnam na to jakoś odpowiedzieć (wiadomo już jak). Od razu przypomina mi się Ive z jej życiową filozofią…
Czy czyni to ze mnie potwora? Nie powinno ;)
Jakieś priorytety trzeba mieć. A mając w zasadzie tylko trzy wolne popołudnia w tygodniu, trzeba dokonywać wyboru. Trudnych wyborów ;) Szanować czas i mierzyć siły na zamiary. Ponadto, potrzebuję, aby od czasu do czasu skupić się na sobie, posiedzieć w domu, z książką i szwędaniem się po mieszkaniu. To ludzkie. To moje. Bez tego oszaleję!

To moje wytłumaczenie. Sen mam spokojny.

poniedziałek, 16 lutego 2009

swat i ja

Swatanie. Istnieje tak długo, jak długo na świecie istnieją samotni, o których ktoś usilnie chce się zatroszczyć. W ubiegłym tygodniu zaplanowano swatanie mnie z jakże zabawnym, miłym i dobrym studentem akademii ekonomicznej. Tak, tak. Wreszcie będę mogła iść do banku i zrozumieć, co do mnie ta miła pani w bluzce z białym kołnierzykiem, mówi ;)

Gdy to usłyszałam, pomyślałam sobie, że coś tu musi nie grać. Inteligentny, cudowny, pomocny. Skoro on jest taki cudowny, to czemu jest sam, gdy sam być nie chce?
Ano, właśnie- pewnie z tego samego powodu, co ja ;)
Więc pewnie będziemy razem, spędzać całe dnie na zabawnych konwersacjach, by potem mieć miłe i dobre dzieci.
Jest tylko jeden problem. Nie jestem miła ;)

środa, 4 lutego 2009

soczyste buziaki

Impreza rodzinna.
Mama poprzedni dzień spędziła na nerwowym bieganiu ze ścierką po mieszkaniu, by wszystko, naprawdę wszystko, lśniło czystością (nawet to, co świecić nie powinno!).
W dzień WIELKIEGO WYDARZENIA siedziała w kuchni, by zachwycić wszystkich gości swoimi sałatkami, śledzikami, kotletami. O zachwycie, rzecz jasna, nie może być mowy, bo ten repertuar dań już wszyscy znają i psychicznie są na niego przygotowani. Niespodzianek nie będzie. Kubki smakowe nie poszerzą horyzontów swoich ulubionych smaków.
Mama zajęta, tata nerwowy, a Ty? Ty czekasz…Cierpliwie czekasz na ostateczny atak obślinionych ust stęsknionych ciotek, które to nie znają umiaru. Już od wejścia wypatrują swojej ofiary, która (o, zgrozo) przyzwyczaiła się do tego nieszczęsnego rytuału. Już nie stawia oporu. Poddała się…

Znacie to? Ha! Na pewno. Gdy dorastamy, mokre całusy nie sprawiają nam przykrości, gdyż zaczyna się era kłopotliwych pytań i wspominek ( jakby obecnie nie działy się żadne interesujące rzeczy). I wtedy z tęsknotą przywołujemy w pamięci obrazy całusów, które może i były krępujące, ale trwały krótko i nie grzmiały w głowie echem nietaktownych pytań.

Lubicie swoje ciotki? Co o nich myślicie?
Powinniście je lubić, szanować, kochać i ubóstwiać ponad swe marne życie.
Czemu tak mówię? Bo sama jestem ciotką i pomimo młodego wieku zaczynam przejawiać zachowanie tych starszych…

„Czemu się nie przywitała”? „Czemu się nie przytuliła”? „Czemu ucieka”? Skąd te pytania w mojej głowie- nie mam pojęcia, ale mój stan chyba z dnia na dzień się pogarsza…


Oczywiście, uspokajam Wam, nie jest jeszcze tak źle. Nie narzucam się. Nie chce, to nie (ale serce krwawi :). Dostała prezent, ale nie oznacza to, że powinna okazać wdzięczność…Przecież to dziecko. Ważne, że się podoba jej się zabawka. Prawda?:P

Ech… te dylematy…

A puenta?
Nie każ swojej córce przytulać się do ciotki, babci, wujka, itd., albo co jest jeszcze gorsze, ich całować. Bo, gdy dorośnie, powtórzy schemat i swoją siostrzenicę będzie prześladować, póki starczy jej sił w starczych nóżkach.

Lekko zwichrowana, pozdrawiam ;)

poniedziałek, 2 lutego 2009

kulturalnie

Czasami, gdy chce sama przed sobą udać osobę zorganizowaną i mało rozrzutną przed zakupami sporządzam listę, co mam kupić. Zabieg ten prosty, czyniony przez rzeszę innych ludzi, aby nie dać się zwieść promocjom i tanim chwytom.

Zrobiłam listę książek, które chciałam kupić. Dawno temu to było. Minęło kilka tygodni, a książek nie mam do dziś. Sytuacja uległa zmianie parę dni temu.
W tamtym tygodniu poszłam na zakupy. Wieczór był chłodny. Dłonie bez rękawiczek marzły i wołały o ratunek. W herbaciarni kupiłam niezliczoną ilość herbatek. Było dość późno, spieszyłam się na autobus…Nagle, moim oczom ukazała się księgarnia…Nie miałam ww. listy przy sobie, ale pomyślałam sobie, że przecież na tamtych książkach nie skończy się moje czytanie i nie zaszkodzi kupić teraz jakiejś jednej pozycji.. Kupiłam „Chudszy” S. Kinga oraz….no właśnie….Jakiś czas temu została wydana kontynuacja powieści Cień wiatru- „Głos anioła”. Obejrzałam ją i odłożyłam z powrotem. Potem sobie szybciutko przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, iż kupię także i ją. Dwie książki to nie koniec świata…Poszłam do kasy, zapłaciłam, pognałam na autobus. W domu, otworzyłam reklamówkę i okazało się, że kupiłam Cień wiatru…

Mam problem. Wydaje mi się, że nawet nie chce sobie z nim poradzić. Przecież to jest takie nieszkodliwe :P I tak miałam sobie kupić dwie części…Sęk w tym, że zawsze pozostaje jakieś ale…


Z nowin nowszych- wczoraj obejrzałam Księżną. Chyba lubimy takie filmy.
Jak te głupie sądziłyśmy, że dobrze się to skończy…No cóż- tak też się nie skończyło. Nie żyli długo i szczęśliwie.
A tym razem- to my się śmiałyśmy. Gdy on (ten zły) powiedział, że ją kocha (a nie kochał) z naszych gardeł wydobył się ironiczny pomruk (no dobra, śmiech). Na te 10 osób tylko my tak zareagowałyśmy. Od razu przypomniały nam się inne seanse, w których to inni się śmiali, a my milczałyśmy, by po chwili dyskretnym spojrzeniem pokazać sobie nawzajem co o nich myślimy- bo przecież nie czas i miejsce na takie zachowanie, to nie był śmieszny moment…Lubiłyśmy krytykować tamtych za takie nieprzyzwoite treści wyrazu swojego odczucia wobec danej sceny. Czułyśmy się lepsze, bardziej kulturalne, bardziej przyzwoite, umiejące się zachować, z dobrym wyczuciem chwili i tego, co śmieszne jest, a co zabawne nie jest…

Czułyśmy, lubiłyśmy…Teraz to czas przeszły. Jesteśmy takie jak tamci. Zachowujemy się i oddychamy jak oni. Nasza mała tragedia….

A może to było śmieszne i jak zwykle okazało się, że my mamy to „coś filmowego” , a oni nie? Takkk, na pewno taaakkk ;)
I w ten sposób, tak rozumując, można przez całe życie spać spokojnie. Polecam wszystkim ;)