czwartek, 19 czerwca 2008

konkretnie

Szybko, prosto i życiowo.

Jeśli chcesz iść sam, pójdziesz szybciej,
jeżeli ruszysz w drogę z innymi, dojdziesz dalej
To powiedzenie afrykańskie. Czasami warto wyjść poza krąg europejski, np. czytając wypowiedzi przewodniczącego KE :) A, co!
Poza tym (na pewno chcecie to wiedzieć):
Rok 2010 został ogłoszony Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym.
Nad tym też warto się zastanowić.
A póki co, e Europie ma miejsce cicha rewolucja. Chyba milcząca... (cyt.za: J.Staniszkis, której książki nie jestem w stanie skończyć; przeintelektualizowana, albo ja jestem za głupia :D)

wtorek, 17 czerwca 2008

ogłoszenie

Gosia żyje i ma się dobrze.

Brak dłuższej notki nie jest spowodowany niedowładem, paraliżem, wypadkiem samochodowym, pobytem w szpitalu, sanatorium, wyjazdem na wakacje.
Gosia po prostu nie ma o czym pisać. Wiedzie teraz beztroskie życie wypełnione pracą i snuciem planów na przyszłość. Szybko zasypia i za wcześnie wstaje. Ma wyrzuty sumienia, że za dużo wydaje pieniędzy i że jest małoproduktywna w swych działaniach.
Dalej uśmiecha się na widok swojej siostrzenicy. Robi z nią E.T. i noski. Biega po trawie i goni motyle. Z troską patrzy na ciężarną siostrę.
Łóżka dalej nie ściele, a w pokoju ma artystyczny nieład. Irytuje ją wolne łącze internetowe i zimne stopy w klapkach po ulewnym deszczu. Skończyła dzisiaj w tramwaju kolejną część przygód Wina i Myrona (woli Wina:P). Ostatnio tylko w tramwajach i autobusach czyta.
Dziś znowu wróci do domu po 20, bo po pracy jest umówiona z Łukaszem. Będą rozmawiać o kawiarence obozowej. Dopiero teraz traktuje dom jak hotel.

A najbardziej nie lubi mówić o sobie w trzeciej osobie. Ale w pierwszej się wstydzi :D Jeszcze...

piątek, 13 czerwca 2008

list do M

Coś się skończyło. Dalej trwasz i działasz, bo inne zadania czekają na Ciebie. Trochę się boisz, bo to nowość, do której jednak musisz się przyzwyczaić. I ta nieuchronność postępujących zjawisk przeraża Cię, bardzo. Idąc ulicą pełną ludzi, podobnych zresztą do Ciebie, zastanawiasz się, czemu Twoje życie ma wyglądać inaczej. Czemu Twoje plany mają być zrealizowane?

Nie chcesz takiego życia, jakie wiodą Ci inni ludzie. A właśnie ono puka dzisiaj do drzwi. Nawet nie puka. Łomocze. Dobija się. Czy otworzysz? Nikt nie kupił kłódki. Łańcuch nie wytrzyma. Reklama Gerdy lezy na szafce z butami...

A może boisz się, że zanim Twoje życie tak naprawdę się zaczęło, już się skończyło? Już znasz koniec? To nie będzie niespodzianki?

Tylko deszcz świadkiem naszych zmagań.
Pozostaje obojętny na suszę i pada, kiedy chce.
Czemu nie teraz?

środa, 11 czerwca 2008

powrót kota

Tak, wrócili.
Szafy zapełnione, walizki stoją puste i grzecznie czekają na kolejny wyjazd życia.

Cieszę się, że wrócili. Dom już nie będzie taki pusty podczas mojej nieobecności.
Kanarek też się cieszy. Jego egzystencja nabrała barw, a śpiew zyskał widownię. Kwiatki nie muszą łapczywie wyciagać korzeni do wody, nie boją się o jutro, przecież wróciła pani, ona je regularnie podlewa....

Rodzice też się cieszą.
Czemu nikt tej radości nie okazuje?

Wrócili przed 8 rano. O godz.18 zawitałam do domu i....

G: Cześć! [ z entuzjazmem]
R: No cześć!
G: Zmęczeni? Jak było? Uuuu obrazek (brzydki, ale moja opinia się nie liczy i tak zawiśnie na ścianie w przedpokoju jako dowód obecności na wczasach, nad morzem, blisko wody itd. Zrobię zdjęcie i pokażę. Potem) Kiedy wróciliście? Co u rodziny słychać? Podobało Wam się? [ i wiele wiele inych pytań powiedzianych z szybkością błyskawicy]
R: Wszystko w porządku. Fajnie było. [tylko tyle??]
G: [z niesmakiem] Aha
R: Nałóż sobie obiad
G: A co jest?
R: [westchnienie]
G: dobra, dobra, idę
R: Znowu to zrobiłaś..... [pretensja w głosie Ooo]
G: Co? [będą problemy, tak szybko??]
R: [podniesionym głosem] Włożyłaś mokrą pieluchę do kosza i znowu bluzki zapleśniały. Do wyrzucenia. Ile razy można Cię prosić??????? [wyjaśnienie: za pierwszym razem to nie ja włożyłam mokrą szmatkę do kosza, ale spadło to na mnie i będzie się ciągnąć aż do mej śmierci :P]
G:[ bardziej podniesionym głosem] Szmata była sucha, a te bluzki zafarbowały!!
R: Nie krzycz na mnie, nawet się nie przywitałaś!
G: Nie krzyczę, to mama na mnie krzyczy. Przychodzi człowiek do domu i co? Od razu o spleśniałych pieluchach. Nie przywitałam się [ chodziło o zbliżenie twarzy do twarzy :P] bo tu na mnie od progu krzyczą!!

G wita się w tej chwili z R. Idzie kłaść sobie obiad. Koniec relacji R z podróży. Wszystko wygląda tak, jakby nie wyjeżdżali. Rutyna.
Tylko kwiatki się zazieleniły....

Cóż za dramat w zaciszu czterech ścian. Ochota i szczera ciekawość została potraktowana piłą mechaniczną. Nigdy nie doszły do siebie, jak podają świadkowie. Mordercom, już seryjnym, uszło to na sucho... Zbrodnia doskonała, bo bezkrwawa.

Tata zdał mi relacje, wyłuskał z 3-tygodniowego wyjazdu naistotniejsze szczegóły. Przywiózł mi kamyki (eeee, ok :D) i kupił loda. Kochany tatuś :)
A mamusię pozdrawiamy :)

Ps. koszulki nie zafarbowały. Do dziś nikt nie wie, co to było....

poniedziałek, 9 czerwca 2008

nadzieja


No i nie mogę tego nie skomentować.

Miał być Grunwald, a mamy Waterloo.

Pan, który pod mym oknem krzyczał "Polska biało-czerwoni" chyba nie cieszył się z wyniku.


Wygrał przemysł tekstylny i browary.

Zwycięzcom gratulujemy. Dobra strategia, dobrze wykorzystany moment.

Telewizja publiczna też powinna się cieszyć. Nie wydała milionów pieniędzy podatników na to, aby byli oni świadkami klęski własnego narodu. Oni by tego nie wytrzymali. Budżet zresztą też.


Sądzę, że przegrana bitwa wpłynie znacząco na przyszłe wybory. I na nic deklaracje Tuska i Merkel o przyjaźni. Podły Niemiec nie będzie bił nas w twarz! A my nie rzucim ziemi naszej kochanej, chociaż splamionej klęską...


I nagle flagi znikają z okien. Samochody marek różnorodnych- i francuskich, niemieckich, czeskich nie obwieszczają całemu światu, że są za Polską. Nawet deszcz w Londynie przestał padać na znak prostestu.


Do boju biało-czerwoni!! Na pewno wyjdziemy z grupy.

Nadzieja przecież umiera ostatnia.


lakonicznie


Zakupiłam tomik wierszy. Zakupiłam i pochłonęłam od razu, w całości. Co prawda, jak na 80 stron wydania z twardą obwolutą, wydatek rzędu 37 zł nie jest mały, ale podobno wartości wyższych nie można zmierzyć ani objąć...Tak mówią, tak się mówi- zobaczymy pod koniec miesiąca, gdy nie będę miała na chleb :)


Jeszcze w księgarni, nabożnie włożyłam cienką książeczkę do torby. Uwaga! Nie pognieść kartek!! Stop przeciwko zagięciom... Długa była to podróż do domu, każdy zakręt autobusu czułam niemal boleśnie. O, dziwo, nic się nie stało, poezja przetrwała komunizm, przetrwała w mojej torbie, też!


Teraz, prawie jak na ołtarzu, leży pośród poduszek, prześcieradła (ilość:1) i czeka. Czeka na mnie. Gdy w towarzystwie tylko ciszy, wewnętrznej równowagi i popytu bez dna wezmę ją do swych oślizgłych łapek i będę udawała, że wszystko rozumiem i że właśnie tych pięknych słów, mądrości, której mi brak, wyczekiwałam od samego początku mej człowieczej świadomości.





Lubię się zastanawiać.

Lubię po prostu tych kilka słów, które wystarczają, aby zrozumieć złożoność świata.

A może nie zrozumieć, tylko się zachwycić? Zrozumienie to skomplikowana procedura.

Zachwyt. Nie zdarza się często. Szkoda.


piątek, 6 czerwca 2008

młodym być....

Może najpierw podsumujmy dzień wczorajszy.

Nikt sie do mnie nie zbliżył, czy to fizycznie, czy to mentalnie.
Nikt się nie uśmiechnął (oprócz młodego pana w empiku, ale to na pewno nie jest zasługą mdz. On chyba taki był/jest zawsze; taki życzliwy).
Nikt nie ustąpił miejsca w autobusie, tramwaju (sama musiałam, jak lwica, walczyć o zdrowie dla nóg i żył)

Słowem- dno! :D

Ale, gdy tak stałam sobie w tramwaju (zwycięstwo nie zawsze jest po naszej stronie), usłyszałam rozmowę studentów ( może czwartego bądź piątego roku):

Ona: Hmm no ja na pewno gdzieś idę. Pytanie tylko, gdzie.
On1: Podobno na Polach Marsowych i koło AKS-u będą telebimy. Tam na pewno będzie dużo ludzi i niezły klimat....
Ona: ...i rozróba. Jak są tłumy, to zawsze ktoś się pobije....Ja to sobie nie wyobrażam, żeby w ten dzień gdzieś nie pójść i się nie napić. Problemem może być egzamin w przyszłym tygodniu, ale jakoś dam radę
[ i nasz bohater, do tej pory milczący] On2: Nikt z młodych ludzi w poniedziałek nie zostanie w domu, w taki dzień!!

Z dalszego przebiegu rozmowy wnioskuję, że to w poniedziałek jest mecz Polska-Niemcy i ktoś się łudzi, że go wygramy....





Oświadczam, iż ja na ten mecz nie będę patrzeć! A do młodych ludzi się zaliczam. A temu 'młodemu człowiekowi' nie chciałam psuć wizji świata, więc nawet go nie uświadomiłam, że młodzi ludzie mają czasami jakieś inne plany i nie lubią brać udziału w zbiorowyh igrzyskach.

Nie powiem, kiedyś patrzyłam na jakiś mecz Polska-Niemcy i bardzo się tym ekscytowałam. I prawie płakałam, gdy- niespodzianka!!- przegraliśmy. I życzę polskiej drużynie wszystkiego najlepszego. Ale to jest troszkę smutne, gdy cały naród, razem z browarami, łączy się, żywiąc nadzieję, że wszystko się uda.
Smutne, bo to takie rzadkie.
Smutne, bo tak duża energia powstaje dla piłki nożnej.

Ale, dziś- jest piątek, czyli "tygodnia koniec i początek" :D
Miłego weekendu :)

czwartek, 5 czerwca 2008

zbliżmy się, czyli jak odstraszyć człowieka


5 czerwiec 2008

Może nie wiecie, ale jest to data znacząca, gdyż jest to dzień wyjątkowy.

Nie oznacza to wcale, iż tysiące Polaków nie wstało dzisiaj skoro świt i nie poszło do pracy, nie oznacza to, że hipermarkety sa pozamykane z powodu święta, na którego temat ludzie nie mają najmniejszej wiedzy i nawet potrzeby takowej świadomości. Nie zginęło też 10 osób w autokarze, nowe tsunami nie nawiedziło dalekich krain.

Uwaga!

Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Zbliżenia. Przynajmniej w Katowicach.

Plakaty z 'manifestem" zawisły na tutejszych słupach i kioskach już kilka dni temu. Czytać mi się tego nie chciało, bo ani czasu nie miałam, a też dużo tekstu tam na ten papier wklepali.Ale wczoraj, podeszłam i przeczytałam. To, co ujrzałam, zdziwiło me oczy.

Po pierwsze, manifest to był lipcowy z 1944r. Były też manifesty poetów. Tego bym tak nie nazwała....

Po drugie, na logo mdz jest nazwa firma, która, być może to wszystko finansuje (żałość).

Po trzecie, zdjęcia zamieszczone na stronie mdz jako efekt tego dni (ludzie siedzieli obok siebie, objęci, usmiechnięci i w ogóle M jak Miłość), są zrobione na ławeczce, krzywej ławeczce, której siedzenie jest takie jakieś lustrzanie ukośne; spada do środka...tak jakby ludzie sami nie potrafili usiąść na środku ławki, blisko siebie....


Po co? Na co? To ja doprawdy nie wiem.

Wiem tylko tyle, że moja podróż autobusem do Katowic potrafi być zatrważająca z powodu zbliżenia współpasażerów do mojej bezpiecznej strefy..


Wadą takich dni jest ich ulotność.

Co z tego, że w Walentynki dostanę kwiatka (jednego?:P), jeśli dnia następnego dostanę, zamiast badylka, w twarz.

Co z tego, że dzisiaj ktoś się do mnie uśmiechnie, jeśli jutro już nawet na mnie nie spojrzy.


A tak poza tym, mało ludzi o tym wiem, a jeszcze mniej będzie poczuwało się do preprowadzenia akcji w swoim otoczeniu. I tym ostatnim gratuluję i życzę im wszystkiego najlepszego. Z całego serca.

Bo miłym trzeba być całe swe życie! A, co!


środa, 4 czerwca 2008

Akcji "Cała Polska czyta dzieciom" ciag dalszy

O, Wy, nieliczni, którzy tu zaglądacie.

Ogłaszam, iż zbieram rachunki (kwota dowolna) z księgarni MATRAS.
Staram się o kartę stałego klienta, która będzie mnie uprawniać do zakupu książek z 5% rabatem. Nie jest trudne uzbierać rachunki za 500zł w ciągu dwóch lat (5% zniżki). Ale nie chce mi się czekać! Nie lubię czekać!
Także zwracam się do Waszych oczytanych umysłów o zachowywanie rachunków z księgarni Matras.
Nagroda gwarantowana, ale umówmy się- to musi być rozsądna kwota hehehe
Za 20zł. będę wdzięczna pod niebiosa, ale za 30zł swą wdzięczność okażę :)

wtorek, 3 czerwca 2008

skrzydła, czy aby rozpięte?


Mówię do ptaka:
muszę lecieć.
Ptak macha do mnie
instrukcją obsługi.
Ewa Lipska "Do ptaka"
I tyle o mojej drodze życiowej.
Nic dodać, nic ująć.
A co z Twoim skrzydłami?

poniedziałek, 2 czerwca 2008

gdy kota nie ma...


Wychodzi na to, że ja jestem gryzoniem.

Rodzice opuścili Śląsk na 3 tygodnie i, o zgrozo, (:P) zostałam sama na gospodarstwie.
Trochę to trwało, zanim zrobiłam imprezę, lecz, przyznajmy, było to nieuniknione!!
Impreza była i się skończyła.


Zobaczyłam jak Mucha gotuje w prawdziwej kuchni. Rzecz nie do przecenienia :) Polecam każdemu, kto zaprasza dużo ludzi, aby zapoznał się z Justyną. Nie dość, że taka to potrafi z każdym porozmawiać, gdy się postara- jest zabawna, to jeszcze pomoże w gotowaniu przed i w sprzątaniu talerzyków po. No i jeszcze jedno- jest urocza. I je chipsy jakby kosztowały fortunę- bardzo się na tym skupia i delektuje, o iście chopinowskim rozstawie palców już nie wpsomnę.

Zobaczyłam jakie to irytujące, gdy ludzie się spóźniają (tylko 3 godziny).

Zobaczyłam, jaka to ice tea jest niezdrowa.

i...

kolejny już raz dostrzegłam, jak to dobrze mieć takich bliskich obok siebie (szczególnie Ciebie i Ciebie :*)

ps. ciasto pyszne- z galaretką i owocami!
Sto lat dla solenizantki, niech mnie dobrze zastępuje!! :)