Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2009

humor w pracy

Z pracy.

Po szkoleniu dot. ochrony przeciwpożarowej, wolno wchodzimy po schodach, aby wrócić do swoich zajęć, gdy nagle koleżanka mówi:
- Szybciej, szybciej…
Na to odpowiadam:
- A, co? Pali się?

Śmieszne, nie?

wtorek, 31 marca 2009

ogłoszenie

No tak, ostatnio dużo się dzieje, a może raczej do głosu doszły czynności skrupulatnie przeze mnie odkładane, które odkładane dłużej być nie mogą. I krzyczą, i zapomnieć o sobie nie dają...

Wzięłam sobie dziś urlop na żądanie (cudowny zapis w KP, pokłony dla ustawodawcy) z myślą o tym, aby jednak trochę podgonić w pisaniu pracy magisterskiej.

Na razie jest 9.40, a ja od 40 minut powinnam pisać (jest plan!! mam plan!!). Skoro powinnam to piszę, a to że na blogu...nikt nie precyzował ;)
Rzadko piszę notki u siebie w domu, więc miło mnie zaskoczyło, iż mój komputer nie zmienia/ nie usuwa żadnych literek, całych słów. Bardzo to miłe, nie muszę rozpraszać swoje uwagi.

Uwaga, uwaga!

W poczekalni do napisania w dalszym ciągu pozostają:
1. Zatrważająca historia o tym, jak to czamataja poszła na pocztę wysłać 2 (słownie:dwa) listy...
2. O tym, co się dzieje na chrzcinach i czemu były w to zaangażowane dzieci...
3. Opowieści z krypty, czyli płomyk nadziei wpadł przez okno, ale Iwona go zgasiła...
4. Kilka słów o przyjaźni (słowo nigdy nieużywane przez czamataję)

I wiele wiele innych. W piątek za tydzień nastąpi wielkie otwarcie. Poczekajcie, a żałować nie będziecie ;)

Jest 9.46. Pójdę zrobić sobie herbatki. Przy dźwiękach chillout and lounge a nuż stworzę jeden rozdział ;) A właśnie...

5. Obsługa sieci Empik, czyli o tym jak to czamataja została potraktowana i czego najbardziej się boi ;)

także, pozdrawiam miło i czule ;)

ps. mówienie o sobie w 3 osobie jest strasznie fajne !!

piątek, 4 lipca 2008

Dzień zaczął się tak, jak kilka poprzednich. Wstała rano, niezbyt chętnie, by w strugach letniego deszczu podążyć do pracy.
Początek pracy nie różnił się od tego, co zwyczajowo robiła zjawiając się w Biurze. Kilka uprzejmych „dzień dobry”, zapalamy światło, włączamy komputer, radio, otwieramy okna, nastawiamy wodę na herbatę, sprawdzamy pocztę i czytamy gazetę. Ot, zwykły poranek i czynności, do których się przyzwyczajamy i bez których czegoś by nam brakowało. Codzienne rytuały próbujące uporządkować nasz kawałek świata, aby był trochę bardziej wytłumaczalny i prosty.
Minęło kilka godzin, gdy natrafiła na pewne przeszkody w „świadczeniu swej pracy na rzecz Pracodawcy”. Nie mogła doręczyć kilku pism swej koleżance.
Pukała. Nic.
Szarpała za klamkę. Nic.
Zamknięte.
Sprawdziła, czy wychodziła. Nic. Nie wychodziła z budynku.
Dzwoniła kilka razy. Nie odbierała, no ale czemu się dziwić, przecież pokój zamknięty za klucz….
Zdesperowana (nie lubiła, gdy coś zalegało na biurku, nie załatwione) postanowiła dać pismo koledze, którego pokój sąsiadował z pokojem tej pierwszej, nieobecnej. I co- jego też nie było. Ale postanowiła poczekać przed drzwiami- zaraz powinien wrócić, pomyślała.
Nagle, stało się niemożliwe- drzwi koleżanki otworzyły się…..od środka….i wyszedł kolejny bohater tej zagadkowej historii. Spojrzał na nią i nie zareagowawszy, zszedł po schodach, kierując się, z pewnością do swojego pokoju….
Ucieszona możliwością oddania pisma we właściwe ręce, podeszła do drzwi…zapukała….otworzyła…i zobaczyła pochylającą się kobietę nad swoimi nogami….
Gdy wyszła, z pustymi rękami (uff, co za szczęście, pozbyła się tego ciężaru) zastanowiła się…
Czemu drzwi były zamknięte…
Czemu nie odbierała telefonu…..
Czemu kolega nie powiedział jak zwykle, na jej widok „cześć”, tylko szybkim krokiem podążył do swej jaskini?
Przecież pracują w innych działach, nie mogą mieć wspólnych tematów dotyczących pracy….A nawet jeśli tak- czemu byli zamknięci??

Intryga się zawęża. Myśli krążą po głowie.
Skłonności do tworzenia niewyobrażalnych historii oceniona zostaje przez zainteresowaną, jako bardzo duże, wielkie. Diagnoza- leczenie. Natychmiastowe!

piątek, 13 czerwca 2008

list do M

Coś się skończyło. Dalej trwasz i działasz, bo inne zadania czekają na Ciebie. Trochę się boisz, bo to nowość, do której jednak musisz się przyzwyczaić. I ta nieuchronność postępujących zjawisk przeraża Cię, bardzo. Idąc ulicą pełną ludzi, podobnych zresztą do Ciebie, zastanawiasz się, czemu Twoje życie ma wyglądać inaczej. Czemu Twoje plany mają być zrealizowane?

Nie chcesz takiego życia, jakie wiodą Ci inni ludzie. A właśnie ono puka dzisiaj do drzwi. Nawet nie puka. Łomocze. Dobija się. Czy otworzysz? Nikt nie kupił kłódki. Łańcuch nie wytrzyma. Reklama Gerdy lezy na szafce z butami...

A może boisz się, że zanim Twoje życie tak naprawdę się zaczęło, już się skończyło? Już znasz koniec? To nie będzie niespodzianki?

Tylko deszcz świadkiem naszych zmagań.
Pozostaje obojętny na suszę i pada, kiedy chce.
Czemu nie teraz?