Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 września 2009

william butler yeats

Kocham Irlandię. Naprawdę. Miłość to wielka i aż po grób. Co za tym idzie, kocham wszystko co irlandzkie- zielone wzgórza w Irlandii, skrzatów, oczywiście z kociołkami pełnymi złota, kocham drużynę reprezentacji w piłce nożnej, a szczególnie jednego piłkarza, którego numeru z koszulki zapomniałam, więc nawet nie wiem, jak się nazywa ;) Kocham też poetów. A zasadniczo jednego poetę. Poznajcie- Williama Butler Yeats i jego wiersz, bo przecież po czynach ich poznacie:

Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy,
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.


Prawda, że piękny? A naprawdę cudne są dwa ostatnie wersy. Tylko szeptem proszę!!
Ponieważ w każdym związku muszą być jakieś rysy, muszę się przyznać, że nie podoba mi się irlandzkie „NIE” dla Traktatu Lizbońskiego. Ha! Nic nie jest doskonałe…

piątek, 15 sierpnia 2008

chaque jour, chaque seconde.

Zamilkłam na moment. Na dłuższą chwilę. Ja, która tyle chciała powiedzieć, nie wydała z siebie żadnego protestu; nie rozwiała swoich wątpliwości. Ucieszona końcem historii, dziękowała światu za zdjęcie tego ciężaru z barków. Potem nastały godziny ukojenia. Gdy obudziłam się, wahanie powróciło. Ze snu zbudzona sprzed pół roku, znów stanęłam przed sobą bezradna, wątpiąca.
Nic nie rozumiesz? Ty też? I Ty też? Nic nie szkodzi. Ja również...

Ive stwierdziła ostatnio, że minęła 1/3 naszego życia.
A wydaje się, iż to dopiero początek.
Nieprawda.
Wtedy, powiedziałam: "Przesadzasz. Najlepsze dopiero przed nami...."
Dziś dodaję: "mam nadzieję".

Dramatycznie? Pewnie tak, w tv ostatnio nie ma nic ciekawego....


***



Marie.
Tu dors, je ne te reveille pas. Sandrine querit, elle va vivre. Je te souhaite la vie que tu veux, celle que tu reves. Chaque jour. Chaque seconde.

Marie skoczyła z okna. Życie jej nie smakowało. Miało gorzki smak porwanych w strzępy marzeń.

wtorek, 29 lipca 2008

niepotrzebnie

Znowu pojawił się na horyzoncie
niepotrzebnie…
Wszedł przed próg, nieproszony
z błotem na podeszwach,
przypomniał sobie o Bożym Narodzeniu
w marcu….
Miał jeden sposób na podbój świata
Tylko czemu światów kilka?

Mętlik w głowie
niepotrzebnie…
Prezentu nie zostawił.
Nie docenia powagi sytuacji.
Przecież nie ma Św. Mikołaja.
Zapomniał.

Romeo i Julia. Kochankowie dziejów
niepotrzebnie…
Kolejny szalik po choinką
niepotrzebnie…
Odtwarzanie wschodu słońca z grudnia
niepotrzebnie…
Choć serce wciąż drga...


Czemu niepotrzebnie?

piątek, 4 lipca 2008

Dzień zaczął się tak, jak kilka poprzednich. Wstała rano, niezbyt chętnie, by w strugach letniego deszczu podążyć do pracy.
Początek pracy nie różnił się od tego, co zwyczajowo robiła zjawiając się w Biurze. Kilka uprzejmych „dzień dobry”, zapalamy światło, włączamy komputer, radio, otwieramy okna, nastawiamy wodę na herbatę, sprawdzamy pocztę i czytamy gazetę. Ot, zwykły poranek i czynności, do których się przyzwyczajamy i bez których czegoś by nam brakowało. Codzienne rytuały próbujące uporządkować nasz kawałek świata, aby był trochę bardziej wytłumaczalny i prosty.
Minęło kilka godzin, gdy natrafiła na pewne przeszkody w „świadczeniu swej pracy na rzecz Pracodawcy”. Nie mogła doręczyć kilku pism swej koleżance.
Pukała. Nic.
Szarpała za klamkę. Nic.
Zamknięte.
Sprawdziła, czy wychodziła. Nic. Nie wychodziła z budynku.
Dzwoniła kilka razy. Nie odbierała, no ale czemu się dziwić, przecież pokój zamknięty za klucz….
Zdesperowana (nie lubiła, gdy coś zalegało na biurku, nie załatwione) postanowiła dać pismo koledze, którego pokój sąsiadował z pokojem tej pierwszej, nieobecnej. I co- jego też nie było. Ale postanowiła poczekać przed drzwiami- zaraz powinien wrócić, pomyślała.
Nagle, stało się niemożliwe- drzwi koleżanki otworzyły się…..od środka….i wyszedł kolejny bohater tej zagadkowej historii. Spojrzał na nią i nie zareagowawszy, zszedł po schodach, kierując się, z pewnością do swojego pokoju….
Ucieszona możliwością oddania pisma we właściwe ręce, podeszła do drzwi…zapukała….otworzyła…i zobaczyła pochylającą się kobietę nad swoimi nogami….
Gdy wyszła, z pustymi rękami (uff, co za szczęście, pozbyła się tego ciężaru) zastanowiła się…
Czemu drzwi były zamknięte…
Czemu nie odbierała telefonu…..
Czemu kolega nie powiedział jak zwykle, na jej widok „cześć”, tylko szybkim krokiem podążył do swej jaskini?
Przecież pracują w innych działach, nie mogą mieć wspólnych tematów dotyczących pracy….A nawet jeśli tak- czemu byli zamknięci??

Intryga się zawęża. Myśli krążą po głowie.
Skłonności do tworzenia niewyobrażalnych historii oceniona zostaje przez zainteresowaną, jako bardzo duże, wielkie. Diagnoza- leczenie. Natychmiastowe!

poniedziałek, 9 czerwca 2008

lakonicznie


Zakupiłam tomik wierszy. Zakupiłam i pochłonęłam od razu, w całości. Co prawda, jak na 80 stron wydania z twardą obwolutą, wydatek rzędu 37 zł nie jest mały, ale podobno wartości wyższych nie można zmierzyć ani objąć...Tak mówią, tak się mówi- zobaczymy pod koniec miesiąca, gdy nie będę miała na chleb :)


Jeszcze w księgarni, nabożnie włożyłam cienką książeczkę do torby. Uwaga! Nie pognieść kartek!! Stop przeciwko zagięciom... Długa była to podróż do domu, każdy zakręt autobusu czułam niemal boleśnie. O, dziwo, nic się nie stało, poezja przetrwała komunizm, przetrwała w mojej torbie, też!


Teraz, prawie jak na ołtarzu, leży pośród poduszek, prześcieradła (ilość:1) i czeka. Czeka na mnie. Gdy w towarzystwie tylko ciszy, wewnętrznej równowagi i popytu bez dna wezmę ją do swych oślizgłych łapek i będę udawała, że wszystko rozumiem i że właśnie tych pięknych słów, mądrości, której mi brak, wyczekiwałam od samego początku mej człowieczej świadomości.





Lubię się zastanawiać.

Lubię po prostu tych kilka słów, które wystarczają, aby zrozumieć złożoność świata.

A może nie zrozumieć, tylko się zachwycić? Zrozumienie to skomplikowana procedura.

Zachwyt. Nie zdarza się często. Szkoda.


wtorek, 3 czerwca 2008

skrzydła, czy aby rozpięte?


Mówię do ptaka:
muszę lecieć.
Ptak macha do mnie
instrukcją obsługi.
Ewa Lipska "Do ptaka"
I tyle o mojej drodze życiowej.
Nic dodać, nic ująć.
A co z Twoim skrzydłami?