poniedziałek, 9 czerwca 2008

lakonicznie


Zakupiłam tomik wierszy. Zakupiłam i pochłonęłam od razu, w całości. Co prawda, jak na 80 stron wydania z twardą obwolutą, wydatek rzędu 37 zł nie jest mały, ale podobno wartości wyższych nie można zmierzyć ani objąć...Tak mówią, tak się mówi- zobaczymy pod koniec miesiąca, gdy nie będę miała na chleb :)


Jeszcze w księgarni, nabożnie włożyłam cienką książeczkę do torby. Uwaga! Nie pognieść kartek!! Stop przeciwko zagięciom... Długa była to podróż do domu, każdy zakręt autobusu czułam niemal boleśnie. O, dziwo, nic się nie stało, poezja przetrwała komunizm, przetrwała w mojej torbie, też!


Teraz, prawie jak na ołtarzu, leży pośród poduszek, prześcieradła (ilość:1) i czeka. Czeka na mnie. Gdy w towarzystwie tylko ciszy, wewnętrznej równowagi i popytu bez dna wezmę ją do swych oślizgłych łapek i będę udawała, że wszystko rozumiem i że właśnie tych pięknych słów, mądrości, której mi brak, wyczekiwałam od samego początku mej człowieczej świadomości.





Lubię się zastanawiać.

Lubię po prostu tych kilka słów, które wystarczają, aby zrozumieć złożoność świata.

A może nie zrozumieć, tylko się zachwycić? Zrozumienie to skomplikowana procedura.

Zachwyt. Nie zdarza się często. Szkoda.


Brak komentarzy: