Tak, wrócili.
Szafy zapełnione, walizki stoją puste i grzecznie czekają na kolejny wyjazd życia.
Cieszę się, że wrócili. Dom już nie będzie taki pusty podczas mojej nieobecności.
Kanarek też się cieszy. Jego egzystencja nabrała barw, a śpiew zyskał widownię. Kwiatki nie muszą łapczywie wyciagać korzeni do wody, nie boją się o jutro, przecież wróciła pani, ona je regularnie podlewa....
Rodzice też się cieszą.
Czemu nikt tej radości nie okazuje?
Wrócili przed 8 rano. O godz.18 zawitałam do domu i....
G: Cześć! [ z entuzjazmem]
R: No cześć!
G: Zmęczeni? Jak było? Uuuu obrazek (brzydki, ale moja opinia się nie liczy i tak zawiśnie na ścianie w przedpokoju jako dowód obecności na wczasach, nad morzem, blisko wody itd. Zrobię zdjęcie i pokażę. Potem) Kiedy wróciliście? Co u rodziny słychać? Podobało Wam się? [ i wiele wiele inych pytań powiedzianych z szybkością błyskawicy]
R: Wszystko w porządku. Fajnie było. [tylko tyle??]
G: [z niesmakiem] Aha
R: Nałóż sobie obiad
G: A co jest?
R: [westchnienie]
G: dobra, dobra, idę
R: Znowu to zrobiłaś..... [pretensja w głosie Ooo]
G: Co? [będą problemy, tak szybko??]
R: [podniesionym głosem] Włożyłaś mokrą pieluchę do kosza i znowu bluzki zapleśniały. Do wyrzucenia. Ile razy można Cię prosić??????? [wyjaśnienie: za pierwszym razem to nie ja włożyłam mokrą szmatkę do kosza, ale spadło to na mnie i będzie się ciągnąć aż do mej śmierci :P]
G:[ bardziej podniesionym głosem] Szmata była sucha, a te bluzki zafarbowały!!
R: Nie krzycz na mnie, nawet się nie przywitałaś!
G: Nie krzyczę, to mama na mnie krzyczy. Przychodzi człowiek do domu i co? Od razu o spleśniałych pieluchach. Nie przywitałam się [ chodziło o zbliżenie twarzy do twarzy :P] bo tu na mnie od progu krzyczą!!
G wita się w tej chwili z R. Idzie kłaść sobie obiad. Koniec relacji R z podróży. Wszystko wygląda tak, jakby nie wyjeżdżali. Rutyna.
Tylko kwiatki się zazieleniły....
Cóż za dramat w zaciszu czterech ścian. Ochota i szczera ciekawość została potraktowana piłą mechaniczną. Nigdy nie doszły do siebie, jak podają świadkowie. Mordercom, już seryjnym, uszło to na sucho... Zbrodnia doskonała, bo bezkrwawa.
Tata zdał mi relacje, wyłuskał z 3-tygodniowego wyjazdu naistotniejsze szczegóły. Przywiózł mi kamyki (eeee, ok :D) i kupił loda. Kochany tatuś :)
A mamusię pozdrawiamy :)
Ps. koszulki nie zafarbowały. Do dziś nikt nie wie, co to było....
„Gdzie są dorośli?” Nina Lykke
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz