Czasami, gdy chce sama przed sobą udać osobę zorganizowaną i mało rozrzutną przed zakupami sporządzam listę, co mam kupić. Zabieg ten prosty, czyniony przez rzeszę innych ludzi, aby nie dać się zwieść promocjom i tanim chwytom.
Zrobiłam listę książek, które chciałam kupić. Dawno temu to było. Minęło kilka tygodni, a książek nie mam do dziś. Sytuacja uległa zmianie parę dni temu.
W tamtym tygodniu poszłam na zakupy. Wieczór był chłodny. Dłonie bez rękawiczek marzły i wołały o ratunek. W herbaciarni kupiłam niezliczoną ilość herbatek. Było dość późno, spieszyłam się na autobus…Nagle, moim oczom ukazała się księgarnia…Nie miałam ww. listy przy sobie, ale pomyślałam sobie, że przecież na tamtych książkach nie skończy się moje czytanie i nie zaszkodzi kupić teraz jakiejś jednej pozycji.. Kupiłam „Chudszy” S. Kinga oraz….no właśnie….Jakiś czas temu została wydana kontynuacja powieści Cień wiatru- „Głos anioła”. Obejrzałam ją i odłożyłam z powrotem. Potem sobie szybciutko przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, iż kupię także i ją. Dwie książki to nie koniec świata…Poszłam do kasy, zapłaciłam, pognałam na autobus. W domu, otworzyłam reklamówkę i okazało się, że kupiłam Cień wiatru…
Mam problem. Wydaje mi się, że nawet nie chce sobie z nim poradzić. Przecież to jest takie nieszkodliwe :P I tak miałam sobie kupić dwie części…Sęk w tym, że zawsze pozostaje jakieś ale…
Z nowin nowszych- wczoraj obejrzałam Księżną. Chyba lubimy takie filmy.
Jak te głupie sądziłyśmy, że dobrze się to skończy…No cóż- tak też się nie skończyło. Nie żyli długo i szczęśliwie.
A tym razem- to my się śmiałyśmy. Gdy on (ten zły) powiedział, że ją kocha (a nie kochał) z naszych gardeł wydobył się ironiczny pomruk (no dobra, śmiech). Na te 10 osób tylko my tak zareagowałyśmy. Od razu przypomniały nam się inne seanse, w których to inni się śmiali, a my milczałyśmy, by po chwili dyskretnym spojrzeniem pokazać sobie nawzajem co o nich myślimy- bo przecież nie czas i miejsce na takie zachowanie, to nie był śmieszny moment…Lubiłyśmy krytykować tamtych za takie nieprzyzwoite treści wyrazu swojego odczucia wobec danej sceny. Czułyśmy się lepsze, bardziej kulturalne, bardziej przyzwoite, umiejące się zachować, z dobrym wyczuciem chwili i tego, co śmieszne jest, a co zabawne nie jest…
Czułyśmy, lubiłyśmy…Teraz to czas przeszły. Jesteśmy takie jak tamci. Zachowujemy się i oddychamy jak oni. Nasza mała tragedia….
A może to było śmieszne i jak zwykle okazało się, że my mamy to „coś filmowego” , a oni nie? Takkk, na pewno taaakkk ;)
I w ten sposób, tak rozumując, można przez całe życie spać spokojnie. Polecam wszystkim ;)
„Gdzie są dorośli?” Nina Lykke
1 dzień temu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz