środa, 3 września 2008

Wdech, wydech.........

Veni…Vini….Vici… Ja, wczoraj, z Ive. Bo jak robić jakieś nowe rzeczy, to tylko z nią!
Joga. Byłyśmy na jodze… Długo to trwało, zanim znalazłyśmy tą szkołę, szkołę- jak z dramatu o maltretowanych dzieciach, gdzie w małej sali gimnastycznej poprawiałyśmy swój stan- stan ducha i ciała.
A jakże!
Choć już na samym początku zdenerwował jeden z „praktykujących”. Zasugerował, że nie jesteśmy cierpliwe…My niecierpliwe? Niemożliwe! My chciałyśmy po prostu już wejść do środka i mieć pewność, że to tutaj! Spytałyśmy, czy to tutaj ta joga, a on odparł, że tak, jasne; „(…) ludzie dopiero się zjeżdżają. Jogini powinni być cierpliwi”.

Phi…Gdyby ludzie byli cierpliwi, nie wynaleźliby ognia i internetu by nie było, cywilizacji by nie było i jogi też! Ha! A potem, na zajęciach, głośno oddychał. Nie lubimy go :P Denerwował nas (czyt. denerwował, nie irytował :P).

Same zajęcia były…interesujące. Pooddychałyśmy, porozciągałyśmy to i owo. Poczułyśmy ból tam i ówdzie…Ba, nawet leżałyśmy na tym i owym…

Spodobało mi się! Ale już tam nigdy nie pójdę. Za daleko! Znów praktyczność i brak czasu wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Bo to by dużo mi dało. I da. Ale gdzie indziej. W Bytomiu też na pewno jest joga…


Dziś, czuję swój kręgosłup. Poruszyłam wczoraj te mięśnie, o których nie wiedziałam. Bardzo fajne uczucie! Wiem, że coś dobrego zrobiłam. Obym jutro nie wstała rano obolała :D

I jeszcze na koniec….

Wnioski jogina:
- każdy ma w sobie mężczyznę i kobietę. Gdy te dwie siły nie potrafią ze sobą współpracować, powstaje konflikt i dlatego tyle nieszczęśliwych par
- szanujmy siebie, innych, a wtedy nasze życie będzie lepsze.

Pozdrawiam serdecznie,
Jeszcze nie-oświecona, G.

Brak komentarzy: