czwartek, 29 maja 2008

kilka słów nt. ważne

Godzina 6.59. Start autobusu z dworca. Wielkie szczęście- siedzę; juz nawet gazety nie chce mi się czytać. Po chwili już drzemię, ale świadomie- średnio co 6 minut sprawdzam gdzie jestem (co za czujność).

W Katowicach powoli dochodziłam do siebie.
Nagle... ku mojemu przerażeniu, zobaczyłam biegnącego chłopca, może piętnastolatek, w ręku mocno trzymał teczkę sporych rozmiarów, na plecach, oczywiście, był plecak. Chłopiec ten biegł, ale na ten widok chciałam krzyknąć "Pomóżcie mu, on przecież nie dobiegnie!!". Młodzieniec ten nie biegnął, on biec tylko próbował. Żałość ogarnęła me zaspane serce. Tyle siły, tyle chęci, a jakie marne rezultaty. Prawie nie podnosiło to nóg, kolana nie podejmowały żadnego wysiłku, aby zgiąć się tak naprawdę, a nie tylko na niby. Prędkości dostrzec tam, porażającej, nie można było zaobserwować. Ale mina śmiałka, zderzającego się z brutalnością tego świata (to już chcieć, nie znaczy móc?) świadczyła o tym, że mu się spieszyło ( być może na przejście dla pieszych, przy którym zielone światło traciło swą barwę i wszelki zapał do bycia widocznym).


Kto jest winien temu wydarzeniu?

Sądzę, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Ile jest dzieci w Polsce, które nie potrafią biegać? Ile dzieci skrzywdzono tym, iż zawsze są o te kilka minut, może nawet sekund, spóźnione?

Ja Wam odpowiem- SYSTEM!! Cała szara sieć jest w to zaplątana!

To szkoła zatrudnia parszywych nauczycieli wychowania fizycznego, którzy są zbyt ociężali, aby czegoś dokonać w tych rozleniwionych przez konsumpcyjne życie, gry komputerowe, młodych umysłach!
To szkoła zezwala ( w zasadzie nie ma inego wyjścia) na tolerowanie fałszywych zaświadczeń lekarskich o niezdolności do ćwiczeń na lekcji wf ( lekarzom damy spokój) .
To społeczeństwo patrzy obojętnym wzrokiem na te wszystkie patologie i rozkładający się, na naszych oczach, przyzwoity poziom zdrowego rozsądku.

Co jest konsekwencją tego stanu?

Spóźnione dzieci, a potem dorośli. Dorośli pracują niepełne 8 godzin- traci firma, traci pracownik, któremu obniżona jest pensja. Małżonek i dzieci nie mają na swoje przyjemności. Wywierają presję na naszym biednym spóźnialskim, który stresuje się i popada w depresję- zuskuje przemysł farmaceutyczny i lekarze (którzy być może zapoczątkowali ten bałagan).
Dzieci pozbawione są jedynej broni przed huliganami. Pozbawione są szybkich nóg! Juz nie mogą uciec przed bandziorami kryjących się w ciemnych uliczkach naszych, jakże bezpiecznych, miast. Tzn. mogą uciekać, ale będzie to czynność nieskuteczna i pozbawiona sensu.
Nawet nie chce mi się mysleć nad innymi konsekwencjami tego wszystkiego.
Jest 9.21, cały dzień przede mną, a w nim wiele kolorowych myśli.


Poza tym, to ja biegać nie potrafię. Nie wiem jak to się stało. Dlatego NIE BIEGAM! I liczę na spóźnione autobusy, które jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, zawsze przywożą mnie do celu o dobrej godzinie :)

4 komentarze:

Unknown pisze...

"to już chcieć, nie znaczy móc?".
A w ogóle tak było?
Chcieć... to tylko połowa sukcesu...

Unknown pisze...

Powiedz to temu biedakowi...Zasapany i trochę zły, na pewno przyzna Ci rację! :D
To, że się mówi "chcieć znaczy móc", nie znaczy, że jest to prawda...
Nie wszystko co jest wielokrotnie powtarzane jest wiarygodne.
Do tego trudnego rozstrzygnięcia służą nam jednak główki :)

Unknown pisze...

Jakiemu biedakowi? .... Yyyy nie czytałem dalej... Wybacz ;P

Unknown pisze...

Jestem oburzona!
Bezczelność i zuchwalstwo!
Ile razy jestem w stanie Ci wybaczać Twe niecne postępki?