poniedziałek, 1 grudnia 2008

jak skutecznie straszyć panią z monopolowego


W zastraszającym tempie znika z ulic poczucie humoru. Już nie można sobie swobodnie pogawędzić w autobusie z nieznanym towarzyszem podróży. Komu by tam do głowy przyszło rozpoczynać rozmowę o niczym z jakże miłą panią z osiedlowego zieleniaka. Ciężkie czasy nadeszły…
Wydawałoby się, że polska nieufność, tak wyraźnie dająca się odczuć pod rządami J.K., minie z nadejściem nowego rządu. Ale gdzie tam.
Ona pozostała. Czai się po kątach, a czasami nawet bezczelnie wychodzi na światło dzienne.

Przed imprezą andrzejkową poszłyśmy z Ive do sklepu po coś do picia. Tak wyglądało nasze zderzenie z ludzką podejrzliwością…


Występują:
Ive- I
Ja- J
Sprzedawczyni- S

I i J wchodzą do sklepu: Dzień dobry!
S: Dzień dobry! Co podać?
J: Hmm no nie wiem. Może (cenzura), a może (cenzura)…Ja na razie dziękuję, muszę się zastanowić. Ive, jak sądzisz?

Następuje wymiana zdań, po której już wiem, co chcę :P

J: To ja poproszę (cenzura)

Sprzedawczyni podaje cenę, ja daję pieniążki… I, gdy wydaje resztę nadchodzi armagedon…

J: A dowodu pani nie chce zobaczyć (z uśmiechem się pytam, z uśmiechem cholera!!)
S (podejrzliwie patrząc na mnie, ściszając głos…jej wzrok mógłby zabić….)
S: A pani z kontroli? (no o tym bym nie pomyślała!!)

Sytuacja staje się coraz bardziej napięta…
J: ee Nie…

Ive się śmieje, a ja się tłumaczę ( i prawie ją przepraszam za to, że nie wylegitymowała osoby kupującej alkohol)
J: Już nikt nie chce oglądać mojego dowodu (prawie płaczliwie)

Ive wkracza do akcji i niewiadomo kogo broni, bo chyba nie mnie. Zdrada na polu walki!!

I: No bo tu pewnie zazwyczaj studenci zaglądają, co już mają 18 lat…
S: (już rozluźniona, ale do lekkiego tonu jeszcze jej daleko) Młodzież też się trafi, ale tu (czyli ja, ooooo) widać, że 18 już jest…
J: (z niesmakiem) taaaa
I i J: do widzenia (już tu więcej nie wrócimy)

Co za trauma… Chamstwo, brak taktu i poczucia humoru. Mojego też;)

2 komentarze:

Skrzydlatadusza pisze...

Przeprowadź się moja droga do wrocławia, a każdy do kogo sie usmiechniesz natychmaist bedzie chciała z Tobą rozmaiwać...ale może to po prostu magia tego miasta? Nic to, nie trać wiary w ludzi;) ps.
ode mnie tez już od dawna nikt dowodu nie bierze:(

Unknown pisze...

Hmmm tacy serdeczni Ci ludzie? A wszystko z nimi w porządku? ;)
W takim razie, ja zastanowię się nad przeprowadzką!!
A o dowodzie nie myślę. Bo mi przykro! :D