Serce Europy i ja. Do dziś nie mogę w to uwierzyć -że to było, że to się przydarzyło.
Bruksela.
Wyleciałyśmy we wtorek, by w czwartek wieczorem jeść już obiad w domu. Być może dłuższy wyjazd sensu nie miałby w ogóle.
Zobaczyłam połowę Brukseli (oczywiście tą lepszą), dostrzegłam różnice, podobieństwa, możliwości. Postanowiłam sobie to i owo. Poznałam wielu, ciekawych ludzi z całej Europy. Nabrałam dystansu, odświeżyłam umysł. Wróciłam do domu.
Konferencja była ciekawa. Wymieniliśmy doświadczenia, pokrzepiliśmy swe serca, że niedługo u nas też tak będzie jak w Wielkiej Brytanii.
A po konferencji…
Ludzie tacy otwarci, uliczki w centrum miasta urzekające… Wszyscy się uśmiechają do siebie nawzajem. W Polsce takie zachowanie wydaje się być nieuzasadnione. A szkoda. Może później ;)
Nie zrozumcie mnie źle. Miasto jak każde inne. Jego obrzeża równie brzydkie i czasami tak samo zaniedbane jak choćby bytomskie czy katowickie.
Ale czuć różnicę. Ja czułam. No i ten francuski na ulicy. Nie mogłam przestać słuchać.
W autobusie z Pyrzowic do Bytomia poznałyśmy jakże miłego pana. Okazało się, że mieszka w Brukseli już od 30 lat, skończył tam ASP i teraz udziela prywatnych lekcji rysunku. Rozmowa z nim była pouczająca. Opowiadał o sytuacji pomiędzy Walonami i Flamandami. O postrzeganiu Polaków w Belgii. Dał numer telefonu taksówkarza- Polaka, mgr historii, który z przyjemnością się nami zaopiekuje, gdy będziemy potrzebować pomocy w Brukseli.
Powiem z wrodzoną skromnością, że byłam prawie jak Tokarczuk w powieści Bieguni ;)
Notowałam wszystko w pamięci, każdy szczegół, każde odbicie światła, każdą nierówność chodnika. Gesty, sposoby mówienia.
A rozmowy w kawiarniach? Cóż. Najprawdopodobniej te same tematy poruszają Polacy. Ale i tak wydawały mi się one bardziej kulturalne, uwznioślone, o polityce, kulturze, zjawiskach społecznych.
Z wyprawy przywiozłam ze sobą książki. Gazety. Teraz będę czytać i szybko powtarzać francuski.
Nie wiesz, dokąd zaprowadzi Cię jutro Twój los.
„Gdzie są dorośli?” Nina Lykke
1 dzień temu

2 komentarze:
Odnoszę wrażenie że gdzie by się nie pojechało to zawsze będzie lepiej "niż u nas w Polsce" ... Dziwią mnie takie słowa i nie lubię ich.
Wiem,... że gdybyś miała okazję tam mieszkać... to po pewnym czasie na te nierówności chodnika zaczęła byś się denerwować a do francuskiego nie przywiązywała znaczenia bo ...... przyzwyczaiła byś się.
Przyzwyczajenie zabija w nas wszystko... Ale fakt, taki wypad na kilka dni dobrze Ci zrobił :-)....
Ja też ich nie lubię ;)
Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tu chodzi o coś innego.Trudno mi to w tej chwili wytłumaczyć. Nie mogę skupić myśli.
Dla mnie Bruksela jest tym, czy dla Ciebie jest CERN. Tak sądzę ;)
Prześlij komentarz