niedziela, 12 kwietnia 2009

czas goni nas

Święta. Czas dla rodziny…Porad nadrobić zaległości!
Nie lubię mieć zaległości. Coś do zrobienia, co kiedyś odłożyłam na półkę, a teraz jest przygniecione przez zalegający kurz. Nawet tu, w tym miejscu, mam coś, co powinnam była dawno zrobić, napisać. Co miało być dla mnie przyjemnością, a teraz jest obowiązkiem, ciężarem, z którym podróżuję przez me dni. Odzyskam lekkość, spokój ducha, gdy nadrobię zaległości, o zgrozo! Przykre, kiedy rzeczy przestają być nam posłuszne i zaczynają żyć własnym życiem.. To chyba tak samo jest z dziećmi.
Winnym jest czas- bo przecież nie ja. Czas, a raczej jego brak. Zdałam sobie sprawę, że życie podporządkowane jest upływającemu czasowi. Patrząc na zegarek budzę się i zasypiam. Potrafię stwierdzić, ile minut zajmuje mi dojście do przystanku, spożyciu posiłku. Wychodząc na spotkanie prognozuję, ile będzie trwało, by wiedzieć, ile będę mieć minut po przyjściu do domu, aby coś tam jeszcze zrobić przed zaśnięciem. Wszystko to robię albo mimowolnie, albo z pełną świadomością. Jestem ograniczona i należy się do tego przyznać. Ogranicza mnie coś, co ograniczone powinno nie być. Czas. W mniej cywilizowanych (czy, aby na pewno?) społecznościach człowiek nie jest uzależniony od mijających sekund. Wstaniesz, to zjesz. Zrobi się ciemno, to pójdziesz spać. Nie trzeba się przejmować, że zaśpisz do pracy, jeśli w miarę wcześnie się nie położysz… Że musisz szybciej wrócić do domu, żeby zrobić projekt, napisać list, iść na zakupy….Przecież dzień tak szybko się kończy, a Ty masz tyle obowiązków i punktów do odhaczenia na liście…
Nic dziwnego, że tacy zestresowani jesteśmy. Ty nie? Ale na pewno ja ;)

Brak komentarzy: