poniedziałek, 2 czerwca 2008

gdy kota nie ma...


Wychodzi na to, że ja jestem gryzoniem.

Rodzice opuścili Śląsk na 3 tygodnie i, o zgrozo, (:P) zostałam sama na gospodarstwie.
Trochę to trwało, zanim zrobiłam imprezę, lecz, przyznajmy, było to nieuniknione!!
Impreza była i się skończyła.


Zobaczyłam jak Mucha gotuje w prawdziwej kuchni. Rzecz nie do przecenienia :) Polecam każdemu, kto zaprasza dużo ludzi, aby zapoznał się z Justyną. Nie dość, że taka to potrafi z każdym porozmawiać, gdy się postara- jest zabawna, to jeszcze pomoże w gotowaniu przed i w sprzątaniu talerzyków po. No i jeszcze jedno- jest urocza. I je chipsy jakby kosztowały fortunę- bardzo się na tym skupia i delektuje, o iście chopinowskim rozstawie palców już nie wpsomnę.

Zobaczyłam jakie to irytujące, gdy ludzie się spóźniają (tylko 3 godziny).

Zobaczyłam, jaka to ice tea jest niezdrowa.

i...

kolejny już raz dostrzegłam, jak to dobrze mieć takich bliskich obok siebie (szczególnie Ciebie i Ciebie :*)

ps. ciasto pyszne- z galaretką i owocami!
Sto lat dla solenizantki, niech mnie dobrze zastępuje!! :)

3 komentarze:

Unknown pisze...

Ale przecież... ja jestem w jednej osobie ;D

Unknown pisze...

Hmm
Po pierwsze- skąd pewność, że to o Tobie w ogóle mowa?
Po drugie, Ty chyba nie wiesz wszystkiego..
He?

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.